Dziennik Gazeta Prawana logo

Niemiecki kontrwywiad "ślepy na prawe oko". Szokujące fakty wychodzą na jaw

Niemiecki wywiad
Niemiecki wywiad/Shutterstock
Niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji, czyli kontrwywiad, niemal od początku był "ślepy na prawe oko" – za poważniejsze zagrożenie uznawał radykalną lewicę, a bagatelizował skrajną prawicę – zauważa Karol Janoś z Instytutu Zachodniego, odnosząc się do tez wydanej właśnie w Polsce książki o niemieckich służbach specjalnych.

Nakładem Instytutu Zachodniego ukazała się we wtorek po polsku książka "Ochrona konstytucji. Tajne służby i polityka" niemieckiego dziennikarza Ronena Steinkego.

Bagatelizowanie zagrożeń ze strony skrajnej prawicy

Książka stanowi krytyczny reportaż o niemieckim wywiadzie wewnętrznym. Autor dowodzi, że służba ta przez lata bagatelizowała zagrożenie ze strony skrajnej prawicy, a najjaskrawszym tego dowodem jest sprawa terrorystycznej neonazistowskiej organizacji Narodowosocjalistyczne Podziemie (NSU).

W latach 90. i w pierwszej dekadzie XXI wieku, głównie we wschodnich Niemczech, Urząd Ochrony Konstytucji intensywnie werbował informatorów w środowisku neonazistowskim NSU, by lepiej się w nim rozeznać. Jednak współpraca z nimi nie przynosiła oczekiwanych efektów.

Współpracownicy dostarczali mało istotnych informacji, a pobierali wysokie wynagrodzenia, z których część przeznaczali na działalność przestępczą innych działaczy skrajnej prawicy – powiedział PAP dr Karol Janoś z Instytutu Zachodniego, odnosząc się do książki. Jej autor ilustruje tę tezę, przybliżając postać informatora Tino Brandta, który – jak sam twierdził – otrzymał od służb około 200 tys. marek oraz sprzęt: telefony, komputer, faks i modem, a pieniądze rozprowadzał dalej w środowisku. Państwo współfinansowało więc w ten sposób organizacje neonazistowskie.

Wstrząsająca sytuacja, która wymknęła się spod kontroli

Steinke przytoczył w książce przykład morderstwa w środowisku NSU, dokonanego 6 kwietnia 2006 r. w kafejce internetowej w Kassel. Obecny był tam funkcjonariusz wywiadu wewnętrznego, który następnie wyszedł, kładąc 50 centów na barze. W pomieszczeniu była już w wówczas świeża krew, ale przedstawiciel służb twierdził później, że niczego nie zauważył. Jak ocenił ekspert Instytutu Zachodniego, służby "łudziły się, iż dzięki siatce informatorów w środowisku radykalnej prawicy i stałym kontakcie z nim, mają je pod kontrolą, a okazało się, że tak nie jest".

Znaczna część działaczy wymknęła im się spod kontroli. Chroniąc swoich tajnych współpracowników, służby latami opóźniały rozbicie podziemia – dodał Janoś.

Inny aktualny wątek dotyczy prawicowo-populistycznej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). Steinke opisuje poufne spotkanie w MSW Niemiec w styczniu 2021 r. z udziałem ówczesnego ministra Horsta Seehofera z bawarskiej chadecji (CSU) i szefa Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) Thomasa Haldenwanga. Seehofer publicznie zarzekał się, że nie będzie wpływał na decyzję o objęciu AfD obserwacją, tymczasem – jak relacjonował Steinke – po spotkaniu przez ponad miesiąc kazał przeredagowywać liczącą ponad 800 stron tajną ekspertyzę o partii. Porównanie wersji "przed" i "po" pokazuje, że złagodzono dokładnie te zarzuty, które uderzałyby także w samą CSU. Chodziło m. in. o krytykę restrykcyjnej polityki migracyjnej i hasła "Islam nie należy do Niemiec", sloganu AfD, który powtarzali też politycy chadecji, w tym sam Seehofer.

Rażąca hipokryzja części niemieckich elit politycznych

Według Janosia autor książki obnaża również relacje między kierownictwem służb a politykami pełniącymi nad nimi nadzór, a także hipokryzję części elit politycznych. Jak dowodzi Steinke, sednem problemu jest to, że to rząd "trzyma cugle w dłoniach": szef urzędu jest urzędnikiem politycznym, niemal zawsze z tej samej partii, co minister spraw wewnętrznych.

Ekspert zwrócił uwagę w rozmowie z PAP, że Urząd Ochrony Konstytucji ma dwa główne zadania: przeciwdziałanie działalności obcych służb na terytorium Niemiec oraz obserwację polityczną pod kątem zagrożenia dla ładu wolnościowo-demokratycznego – i właśnie na tej drugiej funkcji koncentruje się książka.

Instrumenty i kompetencje, którymi dysponuje ta niemiecka służba do realizacji zadań w tym obszarze, to ewenement. W innych państwach zakres działania służb wygląda zupełnie inaczej – ocenił ekspert.

Osobliwość tę autor ilustruje porównaniami. Przypomina, że amerykańskiemu FBI zakazano w 1976 r. szpiegowania obywateli za poglądy. Gdyby w USA obowiązywały niemieckie reguły, prezydent Donald Trump miałby - zdaniem Steinkego – założoną teczkę osobową. Francuska DGSI nie mogłaby natomiast systematycznie inwigilować Marine Le Pen. Z kolei w Austrii służby nie mają też podstaw prawnych, by śledzić FPOe, prawicowo-populistyczną partię, będącą wzorem dla niemieckiej AfD, bo austriackie prawo zakazuje obserwacji ugrupowań, które nie sięgają po przemoc. Za to w Niemczech Urząd Ochrony Konstytucji obserwuje legalną działalność polityczną, czyli ludzi i grupy, które nie łamią prawa, lecz zostały uznane za "ekstremistyczne".

"Ślepota na prawe oko" od początku istnienia urzędu

Według Janosia książka pokazuje również historyczne tło rozwoju Urzędu Ochrony Konstytucji, jego "historycznego DNA".

Od prawie samego początku w służbie rozwijało się nastawienie, które można określić mianem "ślepoty na prawe oko". Jako znacznie poważniejszy problem dla bezpieczeństwa wewnętrznego przez długie lata traktowała ona zagrożenie ze strony radykalnej lewicy, a bagatelizowała znaczenie aktywności prawicowych ekstremistów – dodał ekspert.

Wpływ na taką postawę mogła mieć obsada personalna służb. Podobnie jak w przypadku innych ważnych instytucji i urzędów, w tym wymiaru sprawiedliwości, bardzo duża część personelu rekrutowała się w pierwszych latach powojennych z grona byłych nazistów, członków NSDAP czy służb takich jak Gestapo - wyjaśnił rozmówca PAP. Komisja śledcza powołana przez rząd ustaliła, że w 1955 r. około 20 proc. pracowników urzędu stanowili dawni członkowie NSDAP.

Steinke szczegółowo opisał też metody działania służb. Gdy nie uda się zwerbować informatora ani wprowadzić agenta pod przykrywką, pozostaje "przemoc cyfrowa". Autor ustalił, że niemiecki wywiad wewnętrzny kupuje oprogramowanie szpiegujące m.in. od izraelskiej firmy Candiru, rekrutującej pracowników z elitarnej jednostki wywiadu elektronicznego izraelskich sił zbrojnych. Powołując się na śledztwo izraelskiego dziennika "Haarec" z 2021 r., pisze, że Niemcy znalazły się na liście dziesięciu klientów tej firmy, obok Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a kontakty trwają co najmniej od 2018 r. Co znamienne, niemieckie służby wolą kupować takie narzędzia za granicą, by nie dało się ich rozpoznać jako niemieckich – zaznaczył autor.

Dyskusje nad reformą służb specjalnych w Niemczech

W opinii Janosia data premiery książki wpisuje się w trwające w Niemczech dyskusje nad reformą służb specjalnych. Przewiduje ona rozszerzenie ich kompetencji oraz zmiany w systemie kontroli ich działalności – wyjaśnił ekspert.

Na początku maja szef MSW Niemiec Alexander Dobrindt zapowiedział przekształcenie Urzędu Ochrony Konstytucji w "prawdziwy wywiad". Służba ta ma uzyskać możliwość potajemnego włamywania się do komputerów i telefonów namierzanych osób, stosowania sztucznej inteligencji do analizy masowych zbiorów danych oraz oprogramowania do rozpoznawania twarzy. Zwolennicy reformy przekonują, że dotychczasowe kompetencje służb "pochodzą jeszcze z epoki analogowej" i nie wystarczają wobec hybrydowych zagrożeń. Budżet urzędu ma w tym roku wynieść 686,7 mln euro; to około 46 proc. więcej niż dwa lata wcześniej.

Książka Steinkego "Ochrona konstytucji. Tajne służby i polityka" w przekładzie Joanny Czudec ukazała się w Polsce we wtorek nakładem Instytutu Zachodniego. Niemiecki oryginał opublikowano w 2023 r.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj