Dwa piętra pod ziemią, w piwnicy dawnego browaru na berlińskim Prenzlauer Bergu, Merz mógł liczyć na chwilę wytchnienie. Gdy we wtorek wszedł na spotkanie Fundacji Konrada Adenauera z blisko dwusetką młodych ludzi, przywitały go długie brawa. Kanclerz usiadł, ale aplauz nie cichł, więc wstał jeszcze raz i ukłonił się. Tak serdeczne przyjęcie nie zdarza mu się ostatnio często.
Kanclerze Niemiec boryka się ze spadkiem popularności
Pod koniec sierpnia, podczas wizyty w nadbałtyckim Kuehlungsborn w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, Merz spotkał się z gwizdami i buczeniem części zgromadzonych. Przy rozmowie z wyborcami po kampanijnym wydarzeniu z tłumu nazywano go "podżegaczem wojennym" i "Pinokiem", domagano się jego dymisji. Niespełna tydzień później CDU poniosło klęskę w wyborach w Saksonii-Anhalcie, uzyskując w tym wschodnim landzie 17,2 proc. głosów przy 43,8 proc. prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD).
Niemieccy chadecy boją się kolejnego upokorzenia
Chadecy obawiają się, że w Meklemburgii-Pomorzu Przednim czeka ich kolejne upokorzenie. CDU balansuje tu niebezpiecznie blisko pięcioprocentowego progu wyborczego. Opublikowane w piątek badanie dla ZDF daje tu partii zaledwie 6 proc. (w poprzednich landowych wyborach w 2021 partia uzyskała 13,3 proc. głosów). Taki rezultat oznaczałoby najgorszy wynik CDU w wyborach do landtagu w historii RFN. W Berlinie chadecy mogą według tego samego badania liczyć na około 20 proc., wyraźnie mniej niż 28,2 proc. uzyskane w wyborach w stolicy w 2023 roku.
Merz nie zmierza się poddawać
Sam Merz deklaruje, że nie zamierza się poddawać i chce dokończyć rozpoczętą w 2025 roku czteroletnią kadencję. W środę otrzymał wsparcie premierów wszystkich ośmiu krajów związkowych, w których na czele rządu stoi CDU. We wspólnym oświadczeniu wezwali do stabilności i zapowiedzieli, że będą "wspólnie z kanclerzem" pracować nad rozwiązywaniem problemów obywateli.
"CDU jest w kryzysie"
Robin Alexander, dziennikarz polityczny i autor bestsellerowej książki o zarządzaniu przez Angelę Merkel kryzysem migracyjnym w 2015 roku, zwracał w swoim podkaście uwagę, że skoro landowi premierzy muszą publicznie zapewniać, iż stoją za kanclerzem, to możliwość jego zmiany uznawana jest już za realny scenariusz. Jego zdaniem CDU zgadza się obecnie właściwie tylko co do jednego - że partia jest w kryzysie. Nie ma natomiast zgody ani co do jego przyczyn, jedni domagają się szybszych reform, inni wprost przeciwnie. Część opowiada się też za zmianą strategii wobec coraz mocniej dystansującej CDU w sondażach AfD.
Czy kanclerz dotrwa do Bożego Narodzenia?
Tygodnik "Die Zeit” w tekście "Operacja usunięcia kanclerza" opisywał, że w kręgach CDU coraz częściej można usłyszeć zdanie " tego już nic nie będzie". W rozmowach z zachowaniem anonimowości politycy chadecji krytykują Merza za sposób komunikacji z wyborcami, wyrażają rozgoryczenie i rozczarowanie. "Der Spiegel" pisał o wątpliwościach w kierownictwie partii, czy kanclerz dotrwa na stanowisku do Bożego Narodzenia. Problem Merza jest tym większy, że jego osobiste notowania są słabsze niż sondaże samej chadecji. W badaniu Instytutu Forsa przeprowadzonym w pierwszej połowie września z pracy kanclerza zadowolonych było tylko 10 proc. Niemców, a 88 proc. oceniało ją negatywnie. W badaniu DeutschlandTrend ARD z przełomu sierpnia i września pozytywnie Merza oceniło 13 proc. ankietowanych. Takie wyniki oznaczają najniższy poziom poparcia dla urzędującego szefa niemieckiego rządu w historii.
AfD rośnie w siłę
Zdaniem Pascala Begricha, dyrektora organizacji pozarządowej Miteinander, kryzys zaufania do establishmentu jest w Niemczech szerszy, nie ogranicza się do osoby kanclerza. "Mamy do czynienia z alienacją między obywatelami a polityką. Ludzie nie ufają rządowi federalnemu, systemowi partyjnemu ani parlamentowi. Nie czują się przez polityków reprezentowani. Stąd wzrosty AfD" - mówi PAP. Jak przekonuje Begrich, częściowo przyczyną sondażowych spadków chadecji jest to w jaki sposób rząd komunikuje zaprowadzane reformy. "Rządowi nie udało się wyjaśniać problemów i proponowanych rozwiązań w taki sposób, by ludzie je zrozumieli i czuli, że są częścią tego procesu" - ocenił.
Nastroje w Niemczech
Podobnie diagnozuje nastroje w rozmowie z PAP profesor Rahim Hajji z Uniwersytetu Nauk Stosowanych Magdeburg-Stendal. Jak twierdzi, znaczna część wyborców zwraca się ku AfD z powodu poczucia, że tradycyjne partie "nie robią dla nich wystarczająco dużo" i szuka ugrupowania, które dotąd nie sprawowało władzy. W nieco odrębnym tonie wypowiada się publicysta "Die Zeit" Bernd Ulrich, który uważa że słabość Merza paradoksalnie może działać na jego korzyść. W jego ocenie "kryzys stabilizuje" kanclerza, bo potencjalny następca musiałby przejąć nie tylko urząd, ale także wszystkie wyzwania gospodarcze, koalicyjne i polityczne. Jeszcze gdy kanclerz przemawiał na Prenzlauer Bergu, pojawiła się wiadomość, że nie pojedzie na zaplanowaną na kolejny tydzień w Nowym Jork sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ i pozostanie w Berlinie. Na zakończenie spotkania Merz przyznał jednak, że dało mu ono "nieco siły" w czasie, który "jest cholernie niełatwy". Niemiecka prasa z przekąsem komentowała potem, że rzadki moment spokoju kanclerz znalazł dopiero w piwnicy, bo dwa piętra wyżej toczy się ciągła trudna walka o jego przyszłość.
Beata Zatońska, dziennikarka, autorka książek, miłośniczka i znawczyni Włoch oraz filmoznawczyni. Współautorka bloga italianki.pl oraz m.in. książki "Zmontowani". W Dziennik.pl zajmuje się tematyką show-biznesową oraz lifestylową.
