To się nazywa mieć farta! 60-letni kierowca ze Szwajcarii, przez 32 lata jeździł samochodem bez prawa jazdy. Wreszcie wpadł, ale co się najeździł, to jego.
Mężczyzna tłumaczył zatrzymującemu go patrolowi, że zapomniał dokumentów. Był na tyle przekonujący, że policja dała mu wiarę. Wypuściła i kazała tylko stawić się na komisariacie,
żeby pokazać prawo jazdy.
Ale kierowca zniknął. I ani myślał pokazać dokumentów. Tłumaczył, że je zgubił. Brnął nawet wtedy, gdy do jego drzwi zapukali policjanci. Dopiero przyciśnięty do muru przyznał, że...
nigdy nie zdał egzaminu na prawo jazdy.
Musiał najwidoczniej jeździć wyjątkowo dobrze, skoro policja zatrzymała go pierwszy raz dopiero po 32 latach od chwili, kiedy pierwszy raz usiadł za kierownicą.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz