Lekarze przenieśli Litwinienkę na oddział intensywnej terapii. Wcześniej dawali mu 50 procent szans na przeżycie do końca roku. Teraz mówią, że jego stan się pogorszył.
O tym, że Litwinienko został otruty na polecenie Kremla, przekonany jest jego przyjaciel, także były szpieg KGB, Oleg Gordijewski. Tłumaczy, że Rosjanin naraził się Moskwie tym, że uparcie i bardzo ostro atakował prezydenta Władimira Putina. Tymczasem rzecznik Kremla odpiera te oskarżenia. "To czysty nonsens" - mówi Dmitrij Pieskow.
A w całej sprawie wciąż same tajemnice. Wiadomo, że Litwinienkę próbowano otruć w londyńskim barze sushi. Tam były rosyjski szpieg spotkał się z Włochem Mario Scaramellą, znanym z tego, że rok temu ogłosił wszem i wobec, że w morzu koło Neapolu od 35 lat leżą na dnie torpedy z ładunkiem atomowym. Kiedy Litwinienko trafił do szpitala, Włoch zniknął. Jego przyjaciel tłumaczy, że Scaramella zwyczajnie boi się o swoje życie.
W to, że Litwinienko padł ofiarą zamachu, nikt już nie wątpi. Teraz wyszło na jaw, że przed spotkaniem, na którym Włoch przekazał Rosjaninowi dokumenty na temat zabójstwa opozycyjnej dziennikarki Anny Politkowskiej, feralny sushi bar odwiedziło dwóch tajemniczych mężczyzn. Zapytali tylko, czy lokal ma system kamer. Gdy dowiedzieli się, że nie ma w nim monitoringu, natychmiast wyszli.
Litwinienko prawdopodobnie zatruł się talem, który ukryto w herbacie. Rosjanin niczego nie wyczuł, bo ten silnie toksyczny pierwiastek nie ma ani zapachu, ani smaku. Co ciekawe, rok temu w ten sam sposób o mało życia nie straciła Anna Politkowska, zastrzelona w październiku opozycyjna dziennikarka. W samolocie podano jej zatrutą herbatę.