"Wenezuela jest czerwona. Teraz nikt nie powinien mieć wątpliwości" - przemawiał Chavez płomiennie z balkonu Pałacu Prezydenckiego. Tylko katastrofa mogłaby mu odebrać zwycięstwo. Z ogromną przewagą wygrywa ze swoim rywalem - gubernatorem jednej z prowincji.
Chavez sam o sobie mówi, że jest wiernym synem Castro. Założył wspólnie z prezydentem Boliwii i kubańskim przywódcą "oś dobra". To odpowiedź na "oś zła" ogłoszoną przez amerykańskiego prezydenta, który zaliczył do niej Koreę Północną i Iran. Prezydent Wenezueli prowokacyjnie spotyka się z przywódcami Iranu.
Chavez ma usta pełne socjalistycznych ideałów. Może sobie na to pozwolić, bo Wenezuela ma mnóstwo ropy naftowej. Ale nie rządzi bez problemów. Choć z opresji na razie wychodzi zwycięsko. Przetrwał już jeden wojskowy zamach stanu. Wygrał też referendum w sprawie jego odwołania.
Teraz Chavez wygrywa kolejne wybory i zyskuje kolejnych sześć lat na wprowadzanie swoich socjalistycznych utopii w życie...