Policjanci nie wahają się mówić, że ta sprawa to największa kryminalna afera w historii Czech. 30-latek, który pracował w szpitalu w Havliczkowym Brodzie, przyznał się do zabójstw, ale nie mówi, co go do nich popchnęło. Swoje ofiary wybierał przypadkowo. Zazwyczaj byli to starsi pacjenci po wypadkach lub poważnych operacjach. Wstrzykiwał im heparynę - środek, który zapobiega krzepnięciu krwi. W rezultacie dochodziło u tych osób do śmiertelnych krwotoków.
Pielęgniarz mordował od maja do września tego roku. Zabił siedem osób. Ale opowiada, że próbował wstrzyknąć heparynę jeszcze dziesięciu innym pacjentom. Dlatego policjanci nie mają pewności, czy z jego ręki nie zginęło więcej ludzi. Teraz mężczyzna na szczęście jest już pod kluczem czeskiej policji. Wstrząśnięci Czesi nie wyobrażają sobie, by dostał inną karę niż najwyższą - dożywocie.
Nie po raz pierwszy wychodzi na jaw taki koszmar. Podobne sprawy były głośne w Stanach Zjednoczonych czy Niemczech. Ale zawsze mordercy w białych kitlach tłumaczyli, że chcieli ulżyć ciężko chorym. Dlaczego mordował czeski pielęgniarz? Być może w końcu to wyzna.