Mieszkający w okolicach Ipswich Polak przez jeden dzień znalazł się w centrum uwagi całej brytyjskiej policji. Miał pecha, bo takim samym jak jego niebieskim bmw jeździ, najpewniej, morderca prostytutek. "Daily Mail" zrobił z tego sensację i oskarżył Polaka. Teraz - w rozmowie z dziennikiem.pl - wszystko odwołuje.
"Już wiemy, że ten mężczyzna wrócił do domu i nie został aresztowany. Sądzimy więc, że policja nie traktuje go jako istotnego świadka w sprawie. W
dniu, kiedy pisaliśmy artykuł, dowiedzieliśmy się, że policja zaczęła się nim interesować. Jeździ niebieskim bmw, a policja szukała właśnie kogoś w takim samochodzie" -
tłumaczy się dziennikowi.pl Gordon Rayner, dziennikarz "Daily Mail" i autor artykułu, który oskarżał Polaka.
"Jeździł swoim samochodem blisko tego miejsca, gdzie znajdowano ciała, mieszka też nieopodal. Dowiedzieliśmy się, że gdy policja przyjechała obejrzeć jego samochód, nie było go w domu, samochód zniknął, a w domu paliły się światła. Wrócił dopiero dziś, policja nie była u niego do tej pory, być może to jeszcze zrobią" - dodaje.
Mężczyzna wraca niedługo do Polski, a jego niebieskie bmw ma polskie tablice rejestracyjne. Samochód, którego szuka policja, miał numery brytyjskie. Rayner nie uważa jednak za błąd, że oskarżył Polaka. Wszystko przecież pasowało...
Także policja zaprzecza, że podejrzewała Polaka. Kilka godzin po tym, jak dowiedziała się o artykule "Daily Mail", zorganizowała konferencję prasową, na której oficjalnie wykluczono udział polskiego obywatela w kręgu podejrzanych.
"Jeździł swoim samochodem blisko tego miejsca, gdzie znajdowano ciała, mieszka też nieopodal. Dowiedzieliśmy się, że gdy policja przyjechała obejrzeć jego samochód, nie było go w domu, samochód zniknął, a w domu paliły się światła. Wrócił dopiero dziś, policja nie była u niego do tej pory, być może to jeszcze zrobią" - dodaje.
Mężczyzna wraca niedługo do Polski, a jego niebieskie bmw ma polskie tablice rejestracyjne. Samochód, którego szuka policja, miał numery brytyjskie. Rayner nie uważa jednak za błąd, że oskarżył Polaka. Wszystko przecież pasowało...
Także policja zaprzecza, że podejrzewała Polaka. Kilka godzin po tym, jak dowiedziała się o artykule "Daily Mail", zorganizowała konferencję prasową, na której oficjalnie wykluczono udział polskiego obywatela w kręgu podejrzanych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl