Przez całe Włochy przetoczyły się demonstracje solidarności z Piergiorgio Welbym, nieuleczalnie chorym od 40 lat, który domaga się eutanazji. Zwolennicy tego kontrowersyjnego prawa wyszli na ulice 60 miast na Półwyspie Apenińskim.
Dzień wcześniej sąd w Rzymie odrzucił prośbę Welbego o zgodę na wyłączenie respiratora, do którego jest podłączony od pięciu lat. Sąd argumentował, że wprawdzie chory ma prawo do zrezygnowania z terapii, ale nie ma przepisu, który zmusiłby do udziału w tym lekarza.
W rzymskim wiecu brał udział włoski minister do spraw rodziny i wielu parlamentarzystów. Ale nie ma w tym nic dziwnego, bo aktualnie we Włoszech rządzi lewica. A ona przychylniejszym okiem patrzy na postulaty zalegalizowania prawa do śmierci. Szczególnie mocno liczy na to radykalna mała partia, do której należy chory Piergiorgio Welby.
Cierpi on od 40 lat na nieuleczalny zanik mięśni. Od 27 lat jest przykuty do łóżka. W swojej sprawie pisał między innymi do włoskiego prezydenta.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl