Jurij Sziwiec także jest byłym agentem. A potem był wspólnikiem Aleksandra Litwinienki. W wywiadzie dla radia BBC 4 opowiadał, że jego przyjaciel miał zlecenie od brytyjskiej firmy na zdobycie informacji o pięciu ważnych osobistościach w Rosji. Przedsiębiorstwo to chciało zainwestować na Wschodzie miliony dolarów. Jedną z osób, o których Litwinienko zbierał dane był kto bardzo ważny, stojący blisko prezydenta Putina. W tych materiałach musiało być coś przez co były rosyjski agent został otruty promieniotwórczym polonem - twierdzi Sziwiec.
Dodaje, że ośmiostronicowy dokument opracowany przez Litwinienkę ma Scotland Yard prowadzący śledztwo w sprawie jego śmierci. A wyrok został wydany, bo ktoś specjalnie pokazał te materiały osobie, której dotyczyły.
Sziwiec zastrzega, że nie ma stuprocentowej pewności, ale według niego to najbardziej prawdopodobna teoria. Wcześniej były wspólnik Litwinienki mówił mediom, że podał brytyjskiej policji nazwisko kogoś, kogo podejrzewa o to zabójstwo.
Wygląda na to, że Kreml chciał uprzedzić te rewelacje. Bo wcześniej rosyjski minister obrony oświadczył, że nikomu z władz w Moskwie nie zależało na śmierci Litwinienki. "On był dla nas nikim" - mówił Siergiej Iwanow.
Sprawa otrucia byłego rosyjskiego agenta radioaktywnym polonem jest badana już przez policje kilku państw.