Dziennik Gazeta Prawana logo

"Mężni sędziowie Saddama"

12 października 2007, 14:54
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Mojej rodziny nie zgładził dyktator, nie biorę udziału w wojnie, nie mogę decydować za Irakijczyków. Zanim ich osądzimy i ocenimy z naszej wygodnej perspektywy, spróbujmy ich najpierw zrozumieć - pisze w DZIENNIKU Guy Sorman.
Sędziowie, którzy zgodzie z irackim prawem skazali Saddama na śmierć, wykazali się nadzwyczajną fizyczną i intelektualną odwagą. Ryzykowali własnym życiem i honorem. Jeszcze długo będą na nich czyhać płatni zabójcy, inni będą usiłowali pozbawić ich honoru, nazywając lokajami Stanów Zjednoczonych. Jeśli jednak wierzyć telewizyjnym obrazom, nie wydawało się, by ci sędziowie bali się kogokolwiek, ani by byli na czyimś żołdzie; byli niewzruszeni, sprawiali wrażenie, jakby tworzyli nowy ład - państwo prawa.

Kiedyś irackie dzieci będą się uczyć ze swych podręczników ich nazwisk, jako nazwisk założycieli nowej republiki. To możliwe. Wojny kiedyś się kończą, to, co najgorsze, nie zawsze jest wieczne, nawet w Iraku. Kiedy nadejdzie ten dzień, historycy postarają się napisać spójną, linearną historię Iraku: Irak jako brytyjska kolonia, potem monarchia parlamentarna, potem dyktatura, w końcu zaś republika. W tej przyszłej historii śmierć dyktatora ukaże się jako założycielska ofiara nowej republiki, tak jak śmierć króla w 1958 roku była założycielską ofiarą dyktatury. Iraccy sędziowie z pewnością pomyśleli - poza porządkiem prawnym - o tej przelanej krwi, która we wszystkich cywilizacjach zamyka pewną epokę, by otworzyć kolejną; pomijając prawo, trzeba wziąć pod uwagę, że śmierć Saddama była dla tych sędziów historyczną koniecznością. Być może nawet śmierć Saddama była w Iraku konieczna, by żołnierze biorący udział w wojnie domowej zrozumieli, że czasy się już (dawno) zmieniły.

Jednak komentatorzy poza Irakiem rzadko lub nawet nigdy nie brali pod uwagę tych historycznych i lokalnych okoliczności. Szczególną uwagę zwrócę tu na liczną w Europie i w Stanach Zjednoczonych grupę tych, którzy nie stanowią większości (bo według sondaży śmierć Saddama spotkała się raczej z przychylnym odbiorem), a którzy negowali proces, potem zaś potępiali egzekucję. Według nich proces był zrobiony na chybcika, bo nie starczyło czasu, by Saddam odpowiedział za wszystkie swoje zbrodnie. To powinien być proces rządów, które niegdyś uzbroiły Saddama Husajna: francuskiego, niemieckiego, amerykańskiego, saudyjskiego... Proces powinien się odbyć przed sądem międzynarodowym. Proces był przeprowadzony wadliwie, co w Stanach Zjednoczonych doprowadziłoby do anulowania wyroku; itd, itd...

Cóż, wszystkie te słowa krytyki są uzasadnione. Nikt jednak nie przeczy faktom, o jakie oskarżono Husajna; nikt nie przeczy, że 148 mieszkańców wsi stracono w Dudżailu dlatego, że byli szyitami. Nikt nie przeczy, że doszło tu do ludobójstwa. Nikt nie przeczy, że Saddam Husajn mógł się publicznie bronić, tak mogli go bronić jego adwokaci.

Nikt nie powinien więc przeczyć, że ten proces w ogarniętym wojną Iraku - mimo obecności zagranicznych wojsk - był wielkim postępem prawa, bezprecedensowym w całym świecie arabskim!
Czy Irakijczycy powinni najpierw postarać się o prawną perfekcję? Czy też, wbrew niesprzyjającym okolicznościom, postarać się o postęp państwa prawa? Kwestia do rozstrzygnięcia przedstawiała się w ten właśnie sposób, realnie, a nie teoretycznie: czasy w Bagdadzie są takie, że nie pozwalają na rozterki.

Czy naprawdę wszyscy przeciwnicy procesu i egzekucji Saddama Husajna są moralistami i wszyscy mają równie czyste dłonie? O nie. W ich obozie dostrzec mona takich, u których nienawiść do Geoge’a W. Busha czy w ogóle do Stanów Zjednoczonych jest tak żywa, że każde wydarzenie, które w jakikolwiek sposób, bezpośrednio czy pośrednio można przypisać Bushowi, jest nienawistne samo przez się. Dla tych przeciwników amerykańskiej interwencji w Iraku i wszelkiej interwencji Stanów Zjednoczonych w sprawy światowe egzekucja Saddama upraszcza dyskusję: nie muszą już rozprawiać o procesie, zagłębiając się w detale, wystarczy przypomnieć, że z zasady przeciwni są karze śmierci. Debata zamiera, zwyciężają niepodlegające negocjacji zasady, odbywa się delikatne przejście od złożonej rzeczywistości do czystej symboliki. I tak w Paryżu "Le Monde", gazeta ludzi myślących poprawnie, ogłasza w swoim edytorialu "Z zasady jesteśmy przeciwni karze śmierci". A ponieważ zasady nie podlegają negocjacji, zapomnijmy, nieprawdaż, o skomplikowanych okolicznościach w Iraku i o Irakijczykach.

Na drugim krańcu planety odkrywam, że rząd Argentyny opublikował komunikat potępiający egzekucję Saddama Husajna "w imię praw człowieka", i jednocześnie zbrodnie, jakich dopuści się sam Saddam Husajn "w imię tych samych praw człowieka".

Dla tego rządu, który nigdy wcześniej nie interesował się Irakiem (ale który zarabia na swym antyamerykanizmie) prawa człowieka Saddama Husajna są więc równoważne prawom milionom jego ofiar: dziwna ekwiwalencja moralna, która zrównałaby Stalina i jego ofiary, Hitlera i ofiary Holocaustu. Zdarzają się przypadki, kiedy antyamerykanizm wpędza ludzi w obłęd.

(Gdybym chciał się posłużyć łatwym argumentem, przypomniałbym temu rządowi i wszystkim przeciwnikom kary śmierci "z zasady", którzy zabierają głos w tej sprawie, że ofiarą kary śmierci pada co najmniej dziesięć tysięcy Chińczyków rocznie, najczęściej bez procesu, i że ich egzekucje odbywają się w ogłuszającej ciszy).

Czy należało wykonać karę śmierci na Saddamie Husajnie? Jeśli o mnie chodzi, wolałbym, żeby został skazany na dożywocie, i żeby musiał odkopywać ciała ze wspólnych grobów i następnie musiał własnoręcznie ponownie je grzebać, w zgodzie z islamskim obrządkiem, na który się powoływał pod koniec swoich dni. Ale nie jestem Irakijczykiem; mojej rodziny nie zgładził Saddam Husajn, nie biorę udziału w wojnie, nie mogę decydować za Irakijczyków. Zanim ich osądzimy i ocenimy z naszej wygodnej perspektywy, spróbujmy ich najpierw zrozumieć.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj