Irak był krajem, w którym rodziny ofiar politycznych otrzymywały części ich ciał pocztą, w którym dziesiątki tysięcy Kurdów można było wytruć bronią chemiczną, a dyktator mógł podpisać dokument skazujący na śmierć 148 przypadkowo wybranych osób - pisze w DZIENNIKU Anne Applebaum.
W sobotę rano, kiedy wokół szyi Saddama Husajna zacisnęła się pętla, dołączył on do zaskakująco nielicznego grona nowożytnych dyktatorów straconych przez
własny naród: do Benita Mussoliniego i Nicolae Ceausescu. Z tej trójki tylko Saddam miał coś na kształt procesu.
Saddam stosował rządy terroru podobnie jak Hitler i Stalin w szczytowym okresie swojej władzy. Iracki intelektualista Kanan Makiya, którego książka "Republic of Fear" pozostaje najlepszym portretem Iraku Saddama, ocenia, że w 1980 r. co piąta osoba mająca pracę była zatrudniona w wojsku, jednej z milicji politycznych, tajnych służbach lub w policji. Innymi słowy, jedna piąta siły roboczej realizowała program zinstytucjonalizowanej przemocy. W rezultacie Irak był krajem, w którym rodziny ofiar politycznych otrzymywały części ich ciał pocztą, w którym dziesiątki tysięcy Kurdów można było wytruć bronią chemiczną i w którym - jak pokazał skrócony proces Saddama - dyktator mógł podpisać dokument skazujący na śmierć 148 przypadkowo wybranych osób (w tym 11-letniego chłopca) bez śladu żalu i wyrzutów sumienia. Jak dowodzili jego obrońcy, Saddam uważał, że miał taką prerogatywę jako głowa państwa.
Życie i śmierć Saddama dowodzą jednak, że przez dziewięćdziesiąt kilka lat od pojawienia się w Europie pierwszego nowożytnego totalitaryzmu ani Stany Zjednoczone, ani nikt inny nie nauczył się rozumieć natury tych reżimów czy choćby rozpoznawać związanych z nimi zagrożeń. Kiedy Stalin doszedł do władzy, Amerykanie i Europejczycy podziwiali jego system centralnego planowania. Kiedy Hitler doszedł do władzy, pierwszym odruchem świata było jego obłaskawienie. Kiedy Saddam doszedł do władzy, najpierw go ignorowaliśmy, a gdy wydał nam się użyteczną przeciwwagą dla Iranu ajatollaha Chomeiniego, postanowiliśmy go wspierać.
Dopiero po inwazji na Polskę Hitler został powszechnie uznany za zagrożenie dla reszty Europy. Dopiero po zajęciu przez Stalina Europy Środkowej przestano bagatelizować jego rządy terroru. Historia XX wieku wielokrotnie pokazała, że ambicje rewolucyjnych, totalitarnych przywódców rzadko ograniczają się tylko do ich krajów. A przecież dopiero po inwazji na Kuwejt w Saddamie, który od dawna stanowił zagrożenie dla własnego narodu, zobaczono coś więcej niż lokalnego kacyka.
Po egzekucji instynkt każe nam spierać się o to, co Saddam znaczył dla nas, a nie dla Irakijczyków. Chaos wywołany przez proces i egzekucję to kolejny pretekst do ataków na Biały Dom. Napisz, że Saddam naprawdę był wielkim zbrodniarzem, a zostaniesz uznany za apologetę George’a Busha. Napisz, że jego reżim przypominał stalinowski, a nazwą cię prawicowym ideologiem. Być może któregoś dnia Amerykanie i Europejczycy znajdą sposoby na to, żeby rozmawiać o Saddamie nie tylko jako o pionku w swoich grach czy argumencie w swoich sporach politycznych. Ja jednak w to wątpię.
*Anne Applebaum, amerykańska publicystka, stała komentatorka "The Washington Post" Autorka "Gułagu", monumentalnego dzieła o sowieckich obozach pracy, za który w 2004 roku otrzymała Nagrodę Pulitzera
Saddam stosował rządy terroru podobnie jak Hitler i Stalin w szczytowym okresie swojej władzy. Iracki intelektualista Kanan Makiya, którego książka "Republic of Fear" pozostaje najlepszym portretem Iraku Saddama, ocenia, że w 1980 r. co piąta osoba mająca pracę była zatrudniona w wojsku, jednej z milicji politycznych, tajnych służbach lub w policji. Innymi słowy, jedna piąta siły roboczej realizowała program zinstytucjonalizowanej przemocy. W rezultacie Irak był krajem, w którym rodziny ofiar politycznych otrzymywały części ich ciał pocztą, w którym dziesiątki tysięcy Kurdów można było wytruć bronią chemiczną i w którym - jak pokazał skrócony proces Saddama - dyktator mógł podpisać dokument skazujący na śmierć 148 przypadkowo wybranych osób (w tym 11-letniego chłopca) bez śladu żalu i wyrzutów sumienia. Jak dowodzili jego obrońcy, Saddam uważał, że miał taką prerogatywę jako głowa państwa.
Życie i śmierć Saddama dowodzą jednak, że przez dziewięćdziesiąt kilka lat od pojawienia się w Europie pierwszego nowożytnego totalitaryzmu ani Stany Zjednoczone, ani nikt inny nie nauczył się rozumieć natury tych reżimów czy choćby rozpoznawać związanych z nimi zagrożeń. Kiedy Stalin doszedł do władzy, Amerykanie i Europejczycy podziwiali jego system centralnego planowania. Kiedy Hitler doszedł do władzy, pierwszym odruchem świata było jego obłaskawienie. Kiedy Saddam doszedł do władzy, najpierw go ignorowaliśmy, a gdy wydał nam się użyteczną przeciwwagą dla Iranu ajatollaha Chomeiniego, postanowiliśmy go wspierać.
Dopiero po inwazji na Polskę Hitler został powszechnie uznany za zagrożenie dla reszty Europy. Dopiero po zajęciu przez Stalina Europy Środkowej przestano bagatelizować jego rządy terroru. Historia XX wieku wielokrotnie pokazała, że ambicje rewolucyjnych, totalitarnych przywódców rzadko ograniczają się tylko do ich krajów. A przecież dopiero po inwazji na Kuwejt w Saddamie, który od dawna stanowił zagrożenie dla własnego narodu, zobaczono coś więcej niż lokalnego kacyka.
Po egzekucji instynkt każe nam spierać się o to, co Saddam znaczył dla nas, a nie dla Irakijczyków. Chaos wywołany przez proces i egzekucję to kolejny pretekst do ataków na Biały Dom. Napisz, że Saddam naprawdę był wielkim zbrodniarzem, a zostaniesz uznany za apologetę George’a Busha. Napisz, że jego reżim przypominał stalinowski, a nazwą cię prawicowym ideologiem. Być może któregoś dnia Amerykanie i Europejczycy znajdą sposoby na to, żeby rozmawiać o Saddamie nie tylko jako o pionku w swoich grach czy argumencie w swoich sporach politycznych. Ja jednak w to wątpię.
*Anne Applebaum, amerykańska publicystka, stała komentatorka "The Washington Post" Autorka "Gułagu", monumentalnego dzieła o sowieckich obozach pracy, za który w 2004 roku otrzymała Nagrodę Pulitzera
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|