Dwugodzinny horror przeżyli pasażerowie sudańskich linii lotniczych Air West. Tuż po starcie z Sudanu uzbrojony w kałasznikowa terrorysta uprowadził samolot. Kazał lecieć do Czadu. I gdy tam wylądował, poprosił o azyl francuskiego ambasadora. Policja aresztowała porywacza. 103 pasażerom nic się nie stało.
Terrorysta dział sam. Nie wiadomo, jak na pokład samolotu wniósł karabin AK-47. Wiadomo jednak, że sudańscy celnicy nie przywiązują dużej wagi do swoich obowiązków, nawet w przypadku lotów międzynarodowych.
Terrorysta maszynę uprowadził o godz. 7 czasu polskiego, pół godziny po starcie z lotniska w Chartumie w Sudanie. Zmusił pilotów, aby polecieli do Czadu. Tam maszyna wylądowała po dwóch godzinach.
Na pokładzie terrorysta spotkał się z ambasadorem Francji i poprosił go o azyl. Po chwili porywacza schwytali policjanci. Wszyscy pasażerowie są cali i bezpieczni.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|