Lewica próbuje oskarżyć faworyta wyborów prezydenckich o szpiegowanie konkurentki. Socjaliści rozpętali skandal tuż po nowym sondażu, który daje Sarkozy’emu wyraźne zwycięstwo - pisze DZIENNIK.
Nicolas Sarkozy szpiegował swoją konkurentkę we francuskich wyborach prezydenckich - napisał lewicowy tygodnik "Le Canard enchainé". Jego
rewelacje, którym natychmiast zaprzeczył sam centroprawicowy kandydat, zbiegły się w czasie z sondażem, według którego przewaga ministra spraw wewnętrznych nad socjalistką
Ségolene Royal powiększa się. Kampania wzajemnych oskarżeń przed zaplanowanymi na kwiecień wyborami nabiera tempa.
Według gazety uważanej za dobrze poinformowaną, na celowniku podległego Sarkozy’emu wywiadu policyjnego znalazł się Bruno Rebelle, dawny szef francuskiego Greenpeace’u, a obecnie jeden z członków sztabu Royal. "Trzem agentom polecono prześwietlić przeszłość dawnego aktywisty i sporządzić kompletną notatkę" - napisał w swoim ostatnim numerze "Canard". "Prześwietlali moją przeszłość, zajmowali się moją dawną sprawą rozwodową, sprawdzali, czy biłem żonę albo porzuciłem dzieci" - mówił sam Rebelle. Wiadomość o śledzeniu ludzi w sztabie wyborczym socjalistów potwierdzić miały również źródła, na które powołuje się dziennik "Le Parisien".
Socjaliści robią wszystko, by skandal nie zszedł z pierwszych stron gazet i odwrócił uwagę wyborców od dwóch ostatnich wpadek Royal - mętnych tłumaczeń ich kandydatki z niezapłaconego podatku od luksusu oraz gafy, w której na spotkaniu z liderem quebeckich separatystów de facto poparła rozpad Kanady. Na razie im się udaje: kwestia domniemanego śledztwa wciąż była wczoraj głównym tematem telewizyjnych newsów i znajdowała się w nagłówkach gazet.
Według gazety uważanej za dobrze poinformowaną, na celowniku podległego Sarkozy’emu wywiadu policyjnego znalazł się Bruno Rebelle, dawny szef francuskiego Greenpeace’u, a obecnie jeden z członków sztabu Royal. "Trzem agentom polecono prześwietlić przeszłość dawnego aktywisty i sporządzić kompletną notatkę" - napisał w swoim ostatnim numerze "Canard". "Prześwietlali moją przeszłość, zajmowali się moją dawną sprawą rozwodową, sprawdzali, czy biłem żonę albo porzuciłem dzieci" - mówił sam Rebelle. Wiadomość o śledzeniu ludzi w sztabie wyborczym socjalistów potwierdzić miały również źródła, na które powołuje się dziennik "Le Parisien".
Socjaliści robią wszystko, by skandal nie zszedł z pierwszych stron gazet i odwrócił uwagę wyborców od dwóch ostatnich wpadek Royal - mętnych tłumaczeń ich kandydatki z niezapłaconego podatku od luksusu oraz gafy, w której na spotkaniu z liderem quebeckich separatystów de facto poparła rozpad Kanady. Na razie im się udaje: kwestia domniemanego śledztwa wciąż była wczoraj głównym tematem telewizyjnych newsów i znajdowała się w nagłówkach gazet.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|