Dzisiejsi skazańcy to mózgi zamachu z 6 lutego 2004 roku. Bo wykonawcy zginęli, wysadzając się w porannych godzinach szczytu, w wagonikach między stacją "Awtozawodzkaja" a "Pawełeckaja". Terroryści zamordowali 41 osób, a ciężko ranili ponad 170. Sąd uznał, że to właśnie ta trójka przygotowała cały plan, a później szykowała następne ataki. Teraz resztę życia spędzą na Syberii.
Większość pasażerów pociągu uratował maszynista, który - gdy tylko usłyszał eksplozję bomby, wypełnionej odłamkami szkła i śrubami - włączył awaryjny hamulec i odłączył prąd z szyn metra. Dzięki temu ludzie mogli uciec przed pożarem, który wybuchł w tunelu. Strażacy przez kilkanaście godzin walczyli ze ścianą ognia i dymu, a władze Moskwy natychmiast zamknęły wszystkie linie metra. Moskwę ogarnął chaos.