Rosyjska dyplomacja forsuje plan podziału Kosowa - poinformowało serbskie radio B-92. Intyryga Moskwy może przekreślić plany ONZ, która chce przyznać mieszkańcom Kosowa autonomię - pisze DZIENNIK.
"Podział Kosowa doprowadziłby do tego, że Albańczycy otrzymaliby od Serbii Dolinę Preszewską, zaś nowe Kosowo pozbawione zostałoby północnych gmin,
które w większości zamieszkują Serbowie" - poinformowało zachodnie źródło dyplomatyczne cytowane przez B-92.
W efekcie poza granicami Kosowa znalazłaby się większość spośród 114 tysięcy kosowskich Serbów, zaś do prowincji przyłączono by albańskie wsie znajdujące się dziś poza Kosowem. Prawdopodobnie efektem serbsko-rosyjskiego planu byłoby powstanie niepodległego etnicznego państwa kosowskich Albańczyków, ale o zmienionych granicach.
Plan stoi w całkowitej sprzeczności z tym, który w piątek w Belgradzie przedstawił przedstawiciel ONZ ds. rozwiązania konfliktu Marti Ahtisaari. Były prezydent Finlandii nakreślił rozwiązanie, według którego Kosowo - dziś formalnie prowincja Serbii, a faktycznie od 1999 roku pod międzynarodowym protektoratem - staje się multietnicznym i niemal niepodległym państwem w dzisiejszych granicach, zaś serbska mniejszość otrzymuje autonomię.
Według serbskich mediów - odpowiedź Belgradu i Moskwy będzie jednoznaczna. Obie stolice zbojkotują w lutym drugą rundę negocjacji, zaś Rosja zablokuje jakąkolwiek decyzję podjętą w ramach Rady Bezpieczeństwa ONZ. Rosyjsko-serbski sojusz zamierza tak długo szachować Europę i USA, aż zgodzą się one na ponowne wytyczenie granic Kosowa.
"W ten sposób doszłoby do przebudowy całych Bałkanów" - mówił dyplomata cytowany przez B-92.
Także większość analityków jest zgodna: zmiana granic w jednym punkcie wywołuje efekt domina. Nowe granice Kosowa podsyciłyby separatyzm bośniackich Serbów i Chorwatów, sprawiłyby, że żądania przerysowania granic pojawiłyby się wśród mniejszości albańskiej w Macedonii i Czarnogórze. Fala irredentyzmu szybko przeniosłaby się do Europy Środkowej, gdzie granice etniczne również nie zawsze pokrywają się z państwowymi.
Dla Rosji takie rozwiązanie jest wyjątkowo korzystne . Po pierwsze wprowadza zamęt w środkowoeuropejskich krajach UE, z którymi ma najtrudniejsze stosunki.
Po drugie pozwala „sojuszniczej" Serbii wyjść z twarzą z kosowskiego kotła i kreuje się na jej protektorkę.
W efekcie poza granicami Kosowa znalazłaby się większość spośród 114 tysięcy kosowskich Serbów, zaś do prowincji przyłączono by albańskie wsie znajdujące się dziś poza Kosowem. Prawdopodobnie efektem serbsko-rosyjskiego planu byłoby powstanie niepodległego etnicznego państwa kosowskich Albańczyków, ale o zmienionych granicach.
Plan stoi w całkowitej sprzeczności z tym, który w piątek w Belgradzie przedstawił przedstawiciel ONZ ds. rozwiązania konfliktu Marti Ahtisaari. Były prezydent Finlandii nakreślił rozwiązanie, według którego Kosowo - dziś formalnie prowincja Serbii, a faktycznie od 1999 roku pod międzynarodowym protektoratem - staje się multietnicznym i niemal niepodległym państwem w dzisiejszych granicach, zaś serbska mniejszość otrzymuje autonomię.
Według serbskich mediów - odpowiedź Belgradu i Moskwy będzie jednoznaczna. Obie stolice zbojkotują w lutym drugą rundę negocjacji, zaś Rosja zablokuje jakąkolwiek decyzję podjętą w ramach Rady Bezpieczeństwa ONZ. Rosyjsko-serbski sojusz zamierza tak długo szachować Europę i USA, aż zgodzą się one na ponowne wytyczenie granic Kosowa.
"W ten sposób doszłoby do przebudowy całych Bałkanów" - mówił dyplomata cytowany przez B-92.
Także większość analityków jest zgodna: zmiana granic w jednym punkcie wywołuje efekt domina. Nowe granice Kosowa podsyciłyby separatyzm bośniackich Serbów i Chorwatów, sprawiłyby, że żądania przerysowania granic pojawiłyby się wśród mniejszości albańskiej w Macedonii i Czarnogórze. Fala irredentyzmu szybko przeniosłaby się do Europy Środkowej, gdzie granice etniczne również nie zawsze pokrywają się z państwowymi.
Dla Rosji takie rozwiązanie jest wyjątkowo korzystne . Po pierwsze wprowadza zamęt w środkowoeuropejskich krajach UE, z którymi ma najtrudniejsze stosunki.
Po drugie pozwala „sojuszniczej" Serbii wyjść z twarzą z kosowskiego kotła i kreuje się na jej protektorkę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl