Wizyta w Polsce przewodniczącego niemieckiego Bundestagu trwała od czwartku. Przyjechał na zaproszenie marszałka Sejmu. Ale kiedy miał wracać, rządowy niemiecki samolot wysiadł. Norbert Lammert musiał lecieć do Berlina zwykłym rejsem.
Okazuje się, że nie tylko polskie VIP-y latają przestarzałymi i ciągle odmawiającymi posłuszeństwa samolotami. Maszyna, którą przewodniczący Bundestagu miał wracać do Niemiec liczy sobie 20 lat. Zepsuły się w niej urządzenia pokładowe - pisze gazeta "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung". Norbert Lammert musiał wraz z delegacją niemiecką wsiąść do zwykłego, rejsowego samolotu. "Na świecie zdarzają się dużo gorsze rzeczy" - skomentował ze spokojem.
Ale to jeszcze nie cały pech niemieckiej delegacji. Wcześniej trzy samochody z kolumny Lammerta miały w Warszawie kolizje. Tę wizytę w naszym kraju niemiecki polityk zapamięta chyba na długo...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl