Hillary Clinton stara się o nominację Partii Demokratycznej i ma spore szanse. Jeśli ją zdobędzie, stanie do rywalizacji w wyborach prezydenckich z kandydatem Republikanów - następcą George'a Busha. We własnej partii ma groźnego konkurenta - czarnoskórego senatora Baracka Obamę. Ale o tym, że Hillary będzie urzędować tam, gdzie wcześniej jej mąż, mówi się od już dawna. Komentatorzy od dawna również zachodzili w głowę, co też będzie porabiał Bill, kiedy Hillary wprowadzi się do Białego Domu. No bo ileż można grać na saksofonie i smakować cygara? - pytali złośliwi.
Teraz jednak już wiadomo jaką rolę dla swojego męża przewidziała Hillary. Chce, żeby Bill jeździł po całym świecie i reprezentował Amerykę jako dyplomata. "Jest najbardziej znaną osobą na świecie" - przekonywała sponsorów swojej kampanii na kolacji, w której udział kosztował 900 dolarów (ok. 2,7 tys. złotych) od osoby - relacjonuje "The San Francisco Chronicle".
Do jedzenia podano sałatki i sushi. Słabo jak na taką cenę. A w dodatku konsumpcję zakłóciły protesty przeciwników wojny w Iraku.