Było słychać huk, odgłos walących się murów i tłukących się okien. Trzy osoby - w tym małe dziecko - zginęły, gdy ogromny dźwig budowlany wbił się w mieszkalny wieżowiec w Petersburgu. W chwili katastrofy w dźwigu nie było operatora.
Ciężki dźwig, przewracając się, dosłownie obciął kawałek budynku. Właśnie tam byli ludzie, którzy w tej katastrofie stracili życie. Nie mieli szans na ucieczkę - ogromna stalowa konstrukcja wbiła się w dom nagle. Wśród zabitych jest roczne dziecko. Jest też wielu rannych, bo dźwig przewrócił się rano - kiedy w mieszkaniach ludzie akurat szykowali się do wyjścia do pracy.
Budynek miał 12 pięter. Dźwig zniszczył cztery najwyższe kondygnacje. Z pozostałych lokali ratownicy ewakuowali mieszkańców.
Wyjaśnienie przyczyn tej katastrofy będzie dla śledczych nie lada zagadką. Bo w momencie, kiedy wielka konstrukcja przewracała się, w kabinie dźwigu nie było operatora.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz