400 osób spokojnie siedziało w swoich fotelach i odliczało czas do lądowania na terytorium Arabii Saudyjskiej, kiedy drogę ich samolotowi przecięła indyjska rakieta. I to nie byle jaka - Agni III może przenosić nawet głowice jądrowe. Na szczęście nie trafiła w samolot.
Piloci samolotu indonezyjskich linii Garuda nie mogli się nawet domyślać, że lot skończy się w ten sposób. Bo powszechnie obowiązująca zasada mówi, że na czas prób rakietowych zamyka się przestrzeń powietrzną dla samolotów pasażerskich. Właśnie po to, by uniknąć takich sytuacji.
Tym razem od tragedii 400 pasażerów boeinga uchroniło tylko potężne szczęście. Gdy pilot maszyny zobaczył pozostawiony przez indyjską rakietę żółto-pomarańczowy dym, natychmiast zdecydował się zawrócić do Dżakarty.
Nikomu nic się nie stało, ale indonezyjskie władze ani myślą po prostu zapomnieć o sprawie. Dżakarta poprosiła ambasadora Indii o jak najszybsze wyjaśnienie sprawy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl