Już za trzy lata Teheran będzie miał w swym arsenale bombę atomową - tak wynika z przewidywań Pentagonu, na które powołuje się izraelska gazeta "The Jerusalem Post". Cytuje wysoko postawionych amerykańskich wojskowych, którzy zapewniają, że Stany Zjednoczone, zgodnie ze strategią George'a W. Busha, są gotowe zrobić wszystko, by powstrzymać Iran przed nuklearnym zbrojeniem. Nawet jeżeli miałoby to oznaczać wojnę.
Amerykanie mają już scenariusz takiej inwazji. Z jednej strony byłyby to naloty. Z drugiej - naftowa blokada Iranu, która odcięłaby kraj od głównego źródła dochodów. Ale Teheran nie zamierza siedzieć cicho i słuchać kolejnych informacji o amerykańskich przygotowaniach do wojny. Brytyjski "The Sunday Times" cytuje wypowiedź irańskiego admirała, który zagroził, że jeśli Stany Zjednoczone zaatakują obiekty nuklearne Iranu, ten pogrąży cały Bliski Wschód w chaosie wojny.
Słowa te miały uderzyć nie tyle w Amerykanów, co w ich arabskich sojuszników. Gdyby Teheran rozpoczął wojnę, bomby spadłyby na Kuwejt, Katar, Bahrajn, Oman, Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Celem miałyby być obiekty przemysłowe - tak, by zniszczyć gospodarki tych żyjących z nafty krajów.
Jednak głównym celem Teheranu byłby oczywiście Izrael - kraj, który - według prezydenta Mahmuda Ahmadineżada - powinien zniknąć z mapy świata. Jak go pokonać? Irański generał nie widzi problemu - setki rakiet wystrzelonych jednocześnie w kierunku różnych celów na całym Bliskim Wschodzie. "Stany Zjednoczone będą zdziwione naszymi możliwościami obronnymi tak, jak Izraelczycy byli zaskoczeni siłą libańskiego Hezbollahu latem ubiegłego roku" - grozi wysoki rangą irański urzędnik.