Ci ludzie nie byli śmiertelnie chorzy, nie prosili o pomoc w umieraniu. Chcieli żyć. Ofiarami pielęgniarza byli pacjenci wracający do zdrowia po operacjach lub leczeniu powypadkowym. A Zelenka bawił się w Boga - sam decydował, kto ma umrzeć, a kto będzie żył. Wstrzykiwał im duże dawki heparyny, leku zapobiegającego tworzeniu się skrzepów krwi. Ale ten sam lek podany w dużej dawce może wywołać u pacjenta potężne wewnętrzne krwawienie i śmierć.
Może też, w rzadkich przypadkach, spowodować zakrzep i spowodować atak serca. Zelenka, który w wolnych chwilach pogłębiał swoją wiedzę medyczną, wykorzystał ją do mordowania ludzi. Przez sześć lat pracował w szpitalu w Havlickuv Brod. Lubiono go tam i ceniono, bo był bardzo oddany swojej pracy. Awansowano na szefa nocnej zmiany. Kiedy jednak zaczęły się mnożyć przypadki dziwnych zgonów, zwolniono go - pisze "Fakt".
Ale prokuraturę władze szpitala poinformowały o wszystkim aż miesiąc później. Zelenkę aresztowano pół roku temu. Czy jego przyznanie się do wielu innych prób morderstwa to efekt wyrzutów sumienia, czy chęć zdobycia sławy największego seryjnego mordercy w Czechach? - zastanawia się tamtejsza prasa. Zelenka nie odpowiada na to pytanie.