"Będziemy atakować Zachód, dopóki nie zwróci on muzułmanom ziem, które im zabrał" - grozi Dujana w rozmowie z CNN. Dla niego każda bomba to krok naprzód we wprowadzeniu twardego, muzułmańskiego prawa - szariatu.
Uśmiechnięty, zrelaksowany mężczyzna mówi dziennikarzowi, że jego też zabije, bo jego kraj prowadzi wojnę z islamem. Nie ma też żadnej litości dla ofiar zamachów. "Ci, którzy zginęli 11 września w Nowym Jorku, byli sami sobie winni. To przez arogancję Ameryki, która walczy z islamem, doszło do tego zamachu" - twierdzi.
Dujana nie ma wątpliwości, że Koran nic nie mówi o mordowaniu niewinnych. "Wszystko, co robimy, bierzemy z nauki naszych kapłanów i Osamy bin Ladena" - spokojnie tłumaczy dziennikarzowi. Bo szef Al-Kaidy to dla niego najwyższy autorytet. "Al-Kaida atakuje na całym świecie. My naśladujemy bin Ladena".
Nie ma wątpliwości, co czeka turystów, którzy przyjadą do Indonezji. "Jeśli Zachód nie pozwoli nam wprowadzić szariatu, będziemy wciąż atakować. Co z tego, że mnie złapano? Na miejsce jednej odciętej głowy wyrośnie kilka nowych" - grozi.
Dujana wpadł w ręce policji na początku czerwca. Funkcjonariuszom udało się wydobyć od jego zatrzymanych kompanów, gdzie się ukrywa ten terrorysta. Po strzelaninie antyterrorystom udało się złapać tego bandytę. Za zamachy grozi mu kara śmierci.