Ten ruch w interesie tłumaczy się na kilka sposobów. Teczki bardzo spopularyzował nagrodzony Oscarem film "Życie na podsłuchu", opowiadający o tym, jak Stasi podsłuchiwała znanego dysydenta. No bo jak dysydentów podsłuchiwała, to może i zwykłych obywateli.
O zbadanie akt Stasi występują firmy, które zatrudniają Niemców z byłej NRD. Chcą wiedzieć, czy ich pracownik nie był czasem agentem.
Coraz częściej o udostępnienie akt Stasi proszą młodzi Niemcy, ciekawi, czy ich rodzice nie współpracowali czasem z bezpieką. Także ci, którzy po zjednoczeniu Niemiec starali się wymazać z pamięci NRD-owską przeszłość, teraz chcą wiedzieć, co jest w ich teczkach.
"Młode pokolenie, może na zasadzie przekory, nie chce, żeby poszło w niepamięć to, co w NRD robili ich rodzice" - mówi Marianne Birthler, kierująca Instytutem Gaucka, w którym są przechowywane akta wschodnioniemieckiej bezpieki. W 2006 roku wpłynęło ponad 97 tysięcy wniosków o wgląd do teczek, o 20 procent więcej niż rok wcześniej. W tym roku tendencja wzrostowa utrzymuje się i miesięcznie instytut dostaje siedem tysięcy wniosków.