"Chcę odbudować swoje życie" - wykrztusiła przez łzy jeszcze na lotnisku jedna z pielęgniarek Kristiana Wyłczewa. Jej mąż Zdrawko Georgijew promieniał z radości. Wziął żonę na ręce i ze łzami w oczach nosił po terminalu lotniska.
"Jesteśmy niesamowicie szczęśliwi. Wierzcie mi, nie ma nic piękniejszego niż wolność" - wykrzyczał chwilę później w rozmowie z DZIENNIKIEM.
Trudno dziwić się emocjom. Wyłczewa i jej cztery koleżanki nie widziały swoich bliskich od ponad ośmiu lat. W lutym 1999 roku pracujące w szpitalu w libijskim mieście Benghazi pielęgniarki zostały aresztowane pod zarzutem umyślnego zakażenia wirusem HIV przeszło czterystu dzieci.
W 2004 roku sąd w Trypolisie skazał je na karę śmierci. Mimo tortur i poniżeń nigdy nie przyznały się do winy. Wczoraj po długich targach, w które zaangażowała się unijna i amerykańska dyplomacja, pielęgniarki zostały zwolnione.
"W ostatnich dniach nie mówiłyśmy tego głośno, lecz każda z nas w głębi ducha miała nadzieję. O 4 rano powiadomiono nas, że wyjeżdżamy. Wyjechałyśmy przez główna bramę więzienia, a potem weszłyśmy na pokład francuskiego samolotu" - mówiła Wyłczewa. Pozostałe pielęgniarki unikały mikrofonu, wzruszenie nie pozwalało im mówić.
Pielęgniarki były na lotnisku wyraźnie oszołomione, jakby do końca nie wierzyły, że są już bezpieczne. "Po raz pierwszy nie widziałem na ich twarzach tego przerażającego strachu, który drążył ich dusze od środka, przez ostatnie lata, kiedy oczekiwały na śmierć" - powiedział DZIENNIKOWI reżyser i dziennikarz Wiktor Mikołajew, który śledził proces sióstr przed libijskimi sądami.
"One przeszły w celi śmierci prawdziwy koszmar. Te cierpienia były nie do zniesienia. Tylko ktoś, kto był w libijskim więzieniu może wyobrazić sobie jak wygląda tam życie kobiet" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Władimir Szejtanow, obrońca pielęgniarek.
Bułgarki były w więzieniu bite i poniżane. Próbowano zmusić je do wyznania winy stosując wstrząsy elektryczne, pozbawiając je przyborów higienicznych i bieżącej wody. Jedna z nich nie mogąc już znieść poniżeń próbowała popełnić samobójstwo.
Sadyści z Trypolisu zabezpieczyli się jednak przed sądowymi pozwami o odszkodowania i łamanie praw człowieka. Przed wyjazdem pielęgniarki zostały zmuszone do podpisania deklaracji, że rezygnują z wszelkich roszczeń wobec państwa libijskiego.
Zdrawko Georgijew: Nie ma nic piękniejszego niż wolność
Anna Widzyk: Dziś wrócili państwo do Bułgarii po latach więzienia. Jak państwo się czują?
Zdrawko Georgijew: Jesteśmy z żoną niezmiernie szczęśliwi. Wreszcie jesteśmy w ojczyźnie, właśnie jadę z moim synem samochodem... Wierzcie mi, nie ma nic piękniejszego niż
wolność.
Jak było tam, w Libii?
Minionych osiem lat było więcej niż koszmarem, proszę mi wierzyć. Aresztowano nas, nie podając żadnych powodów. Jednak 6 maja 2004 r. moja żona i pozostałe pielęgniarki dostały wyrok
śmierci. Ja zaś zostałem zwolniony, ale przez trzy lata libijskie władze nie pozwoliły mi opuścić ich kraju. To też było jak więzienie...
Co zamierza pan teraz?
Jestem lekarzem. Właściwie byłem. Nie wiem, co teraz będę robił, bo przez te wszystkie lata nie wykonywałem mojego zawodu... Na razie po prostu cieszymy się wolnością i sobą.