Po pierwsze, ani Kirk (republikanin), ani Quigley (demokrata) nie należą w swoich partiach do przedstawicieli wagi ciężkiej. Obaj zostali wybrani z okręgów w stanie Illinois, gdzie znajduje się największe skupisko Polonii. Nie mają długiego stażu parlamentarnego. Kirk jest senatorem od 2010 r., wcześniej przez 10 lat zasiadał w Izbie Reprezentantów; Quigley trafił tam dopiero w 2009 r. Nie przewodniczą żadnym komitetom ani komisjom stałym. Nawet w swojej partii Kirk może być widziany jako outsider, biorąc pod uwagę, że jako drugi republikański senator oficjalnie poparł małżeństwa jednopłciowe. Wewnątrz GOP to wciąż jest drażliwa kwestia.

Reklama

Po drugie, to nie jest pierwszy raz, kiedy starają się znaleźć poparcie dla idei bezwizowego ruchu dla Polaków. Pomimo krótkiego stażu Quigley już kilkakrotnie proponował Visa Waiver Enhanced Security and Reform Act, który gwarantował bezwizowy wjazd do USA nie tylko Polakom, ale także obywatelom kilku innych krajów. Ostatnio zrobił to na początku ub. roku. W tym samym czasie poparcia dla podobnych rozwiązań w Senacie szukali Kirk i Barbara Mikulski. Inicjatywy spaliły na panewce.

Po trzecie, kryteria włączenia do programu bezwizowego ruchu, w którym obecnie uczestniczy 30 europejskich krajów (m.in. Czesi i Słowacy, ale także Litwini) wydają się proste. Wystarczy, że procent odmownych decyzji o wydaniu wizy będzie wnosił poniżej 10 proc., a liczba osób, które przedłużyły swój pobyt powyżej ustalony przez wizę limit (tzw. overstay) będzie mniejsza niż 3 proc. Teoretycznie, Polska spełnia te kryteria. Pierwszy wskaźnik w ub. roku wynosił 9,2 proc, a ten drugi wg PAP powołujący się na pewne źródła w Departamencie Bezpieczeństwa Wewnętrznego - 2 proc.

Problem polega na tym, że 9,2 proc. odnosi się do liczby odmownych decyzji w stosunku do liczby wydanych wniosków. Wlicza się w to więc każda wydana odmowa, nawet jeśli została wydana kilka razy tej samej osobie. Odnośnie drugiego wskaźnika, to okazuje się, że nikt nie wie, ile wynosi on naprawdę. Zgodnie z raportem wydanym przez GAO (Goverment Accountability Office) - amerykańskiego odpowiednika polskiej Najwyższej Izby Kontroli – DHS (Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego) tak naprawdę nie wie, ilu ludzi nielegalnie zostało w Stanach. DHS ma w swoich bazach ponad milion osób, którzy wjechali na teren Stanów, ale nie wiadomo, czy wyjechali.

Po czwarte, skoro dla propozycji nie udało się dotychczas znaleźć poparcia na zasadzie przecież są naszym sojusznikiem, to może trzeba spróbować czegoś innego. Tym czymś właśnie może być najnowsza inicjatywa, którą popierają Kirk i Quigley, a która nazywa się JOLT Act(The Jobs Originated through Launching Travel - Miejsca Pracy Dzięki Turystyce). Zgodnie z raportem doradczo-badawczego ciała przy Kongresie - Congressional Research Service – z 2009 r., 50,5 proc. ruchu turystycznego w Stanach pochodzi z krajów należących do programu bezwizowego. A to oznacza, że jego rozszerzenie może przynieść wymierne korzyści dla amerykańskiej gospodarki. Z tego też względu JOLT popierają tamtejsze organizacje turystyczne i stowarzyszenia hotelarzy.