Dlaczego w Grecji znów odbywają się wybory parlamentarne?

Reklama

Wybory trzeba było rozpisać przed upływem kadencji parlamentu, bo deputowanym nie udało się w grudniu wybrać nowego prezydenta kraju. Kandydat rządzącej koalicji Stawros Dimas w decydującej turze uzyskał 168 głosów, podczas gdy niezbędne minimum wynosiło 180. Przedterminowe wybory nie są w Grecji niczym niezwykłym. Ostatnim parlamentem, który przetrwał całą czteroletnią kadencję, był ten wybrany w 2000 r. Niedzielne wybory będą szóstymi przeprowadzonymi od tego czasu.

Jak wyglądał dotychczasowy parlament?

Po ostatnich wyborach, w czerwcu 2012 r., władzę objęła koalicja złożona z konserwatywnej Nowej Demokracji (ND) oraz dwóch partii centrolewicowych PASOK i DIMAR, na której czele stanął lider ND Andonis Samaras. Koalicja miała wówczas 179 miejsc w 300-osobowym parlamencie, jednak z czasem z różnych przyczyn ta większość stopniała. Na koniec rząd dysponował poparciem tylko 153 deputowanych z ND i PASOK.

Co mówią sondaże?

Według wszystkich tegorocznych badań największe poparcie w wyborach uzyska główna partia opozycyjna, radykalnie lewicowa SYRIZA. Zamierza na nią głosować od 32 proc. do 38 proc. Greków. Drugie miejsce – ze stratą oscylującą w granicach 5 pkt proc. – zajmuje ND. Trzyprocentowy próg wyborczy powinny jeszcze przekroczyć: istniejąca od niespełna roku centrolewicowa Rzeka, Komunistyczna Partia Grecji, neofaszystowski Złoty Świt i PASOK, który przed kryzysem był najważniejszą partią w kraju. Żadna z nich nie osiąga w sondażach wyniku dwucyfrowego.

Jak sondaże się przekładają na miejsca w parlamencie?

250 spośród 300 mandatów rozdzielanych jest proporcjonalnie wśród ugrupowań, które przekroczyły 3-proc. próg. Pozostałe 50 jest premią dla partii, która uzyska największe poparcie w wyborach, a celem tego zabiegu jest ułatwienie utworzenia stabilnego rządu. Jeśli wyniki sondaży się potwierdzą, SYRIZA może liczyć na ponad 140 mandatów, ale zapewne nie zdoła uzyskać 151, czyli bezwzględnej większości. To oznacza, że aby rządzić, będzie musiała szukać koalicjanta. ND uzyskałaby nieco ponad 80 miejsc.

Czym jest SYRIZA i co proponuje?

SIRIZA, czyli Koalicja Radykalnej Lewicy, powstała w 2004 r. jako sojusz kilkunastu lewackich ugrupowań i przez pierwsze kilka lat poparcie dla niej ledwie przekraczało próg wyborczy. Wypłynęła na fali niezadowolenia społecznego, po tym jak w zamian za pomoc finansową UE rząd grecki zobowiązał się do radykalnych cięć budżetowych. W 2012 r. już jako jednolita partia stała się drugim co do wielkości ugrupowaniem w kraju, a w zeszłorocznych wyborach do europarlamentu – pierwszym. Głównym postulatem Syrizy jest zerwanie porozumienia z Brukselą w sprawie warunków bailoutu, skończenie z polityką oszczędnościową i cofnięcie przeprowadzonych prywatyzacji, choć w ostatnich tygodniach jej lider Aleksis Tsipras nieco złagodził ton i zamiast o jednostronnym wypowiadaniu umów zaczął mówić o ich renegocjowaniu.

Na ile realne są zapowiedzi Syrizy?

SYRIZA raczej nie będzie miała problemu ze znalezieniem koalicyjnego partnera, zatem stworzenie przez nią rządu jest bardzo prawdopodobne. Choć w ostatnich tygodniach przedstawiciele Niemiec nieraz nieoficjalnie sugerowali, że nikt nie będzie na siłę trzymał Grecji w strefie euro, wydaje się, że jakiś kompromis – polegający np. na złagodzeniu warunków bailoutu, a nie ich całkowitym odrzuceniu – będzie możliwy. Szczególnie że SYRIZA nie jest już przeciwna członkostwu Grecji w strefie euro, a unijne traktaty nie przewidują możliwości wystąpienia z unii walutowej w innej sytuacji, niż opuszczając zarazem UE.

Czy zmiana władzy w Atenach oznaczać będzie powrót do nerwowości na rynkach finansowych?

Po tym jak się okazało, że konieczne będą przedterminowe wybory, rentowność greckich obligacji wzrosła z powrotem do bardzo wysokiego poziomu ponad 9 proc. Taka nerwowość na rynkach może przejściowo powracać, ale wstrząsy nie powinny być duże, ponieważ UE jest obecnie znacznie lepiej przygotowana do opanowywania kryzysu niż w latach 2010–2011 (od tego czasu powstał np. Europejski Mechanizm Stabilizacyjny). Gorzej, że ewentualny sukces Syrizy może się stać bodźcem dla mającego podobny program ugrupowania w Podemos w Hiszpanii, będącej znacznie większą gospodarką, gdzie wybory odbędą się pod koniec roku.

Co się stanie z grecką gospodarką?

Reklama

O ile Unia powinna znieść nowe zawirowania wokół Grecji, o tyle ona sama – niekoniecznie. Sześć lat bolesnych oszczędności zaczęło przynosić efekty – zeszły rok był pierwszym po sześciu latach recesji, który Grecja zakończyła wzrostem gospodarczym, bezrobocie – choć nadal bardzo wysokie – powoli spada, kraj ma zrównoważony budżet i odzyskuje zaufanie inwestorów. Przejęcie władzy przez populistyczne ugrupowanie, które zapowiada zwiększanie wydatków i cofanie prywatyzacji, a na dodatek nie ma żadnego doświadczenia w sprawowaniu władzy, nieuchronnie będzie oznaczać, że zaufanie do Aten ponownie spadnie. W konsekwencji sześć lat wyrzeczeń może pójść na marne.