Chciałabym porozmawiać o finansowaniu trzeciego sektora.
– Czyli o Sorosie chcesz pisać?
Reakcja Tomasza pracującego w jednej z najbardziej znanych organizacji pozarządowych to chyba najlepszy dowód na to, co ostatnio mówi się o polskich organizacjach pozarządowych. Do takich wniosków prowadzą lektura prawicowej prasy i uważne słuchanie tego, co mówią politycy.
„Gazeta Polska Codziennie”, obserwując działania Open Society Foundations, czyli fundacji założonej przez George’a Sorosa, wyciągnęła wnioski, że planuje on kampanię mającą na celu legalizację aborcji w państwach Europy. Jej pierwszym przystankiem mają być Irlandia i Polska. Następnie na tapetę trafiły nieszczególnie szeroko znane (poza samym trzecim sektorem) Stowarzyszenie 61, czyli twórcy portalu MamPrawoWiedziec.pl i jego szefowa Róża Rzeplińska – córka prezesa Trybunału Konstytucyjnego. „GPC” tak diagnozuje jej działania: . Paweł Kukiz jeszcze zimą publicznie kilka razy powtarzał, że Soros poprzez związane ze sobą od lat organizacje pozarządowe finansuje KOD oraz protesty przeciwko rządowi.
Brzmi niedorzecznie? A jednak ten amerykański kontrowersyjny miliarder rzeczywiście od lat ma spory wpływ na polskie NGO (non-government organization, czyli organizacje pozarządowe). Spory, choć niekoniecznie aż taki, jak sobie wyobraża prawica.
Wszyscy ludzie Sorosa
Na podstawie stosunku do Sorosa można wprowadzić podział polskiego trzeciego sektora na: dzieci Sorosa, jego antagonistów i niechętnych, stojących na uboczu. Ten podział w całkiem sporym zakresie przekłada się także na to, jak i z jakich źródeł polskie organizacje pozarządowe szukają pieniędzy na swoje funkcjonowanie.
Najłatwiej oczywiście pokazać organizacje przez lata korzystające z pomocy milionera. Na czele z założoną przez niego Fundacją im. Stefana Batorego. opowiada nam Ewa Kulik-Bielińska, obecna dyrektor Fundacji im. Stefana Batorego, i wymienia: Klemens Szaniawski, Leszek Kołakowski, Zbigniew Bujak, Adam Michnik, Marcin Król, Krzysztof Michalski, ks. Józef Tischner, a także Zbigniew Janas, Zbigniew Bujak...– dodaje Kulik-Bielińska.
Dyrektor Fundacji Batorego zapewnia, że w pojawieniu się Sorosa w Polsce nie ma żadnej wielkiej tajemnicy. wspomina szefowa Batorego. Ten legendarny wkład Sorosa w Fundację Batorego to początkowo był czek na 100 tys. dol. Suma w ówczesnej Polsce zawrotna. Przez kilka miesięcy był problem z jej wypłatą w bankach. Ale na tym udział Sorosa się nie skończył. Jak pisał w swojej książce „Underwriting Democracy”, miał – szczególnie na początku – spory wpływ na funkcjonowanie Batorego. Doprowadzał do zmian w zarządzie. Jak sam opisuje: „Bez wyraźnego kierunku fundacja nie wykazała się jako instrument społeczeństwa obywatelskiego (...). Gdy Solidarność doszła do władzy, poprosiłem zarząd o dymisję i przekazałem fundację w ręce nowego zespołu, którym kierował Zbigniew Bujak, niegdysiejszy lider Solidarności w Warszawie. Odtąd fundacja działała o wiele lepiej”.
Decydujący wpływ na kształt polskich NGO miało utworzenie wspomnianego już Instytutu (Fundacji) Społeczeństwa Otwartego (OSF) w 1993 r. OSF miał finansować działania organizacji pozarządowych w Europie Wschodniej. Stał się głównym źródłem pieniędzy nie tylko dla Fundacji Batorego, ale i wykluwających się u nas kolejnych organizacji. Struktura pomocy przyjęta przez OSF polegała na przekazywaniu funduszy na działania zgodne z ideą, czyli społeczeństwo otwarte, walkę o prawa człowieka, wspieranie mniejszości, budowę społeczeństwa obywatelskiego. Schemat okazał się skuteczny. Już w 1997 r. działało 29 fundacji Sorosa w państwach postkomunistycznych. W 1994 r. wydały one 300 mln dol., a w 1998 r. niemal dwa razy więcej, bo 574 mln.
W Polsce takim dysponentem funduszy została Fundacja Batorego. wspomina Kulik-Bielińska.
Przez lata Batory pełnił funkcję swoistego inkubatora różnych organizacji pozarządowych i inicjatyw społecznych. To przez niego szły fundusze, ale także pomoc na rozwinięcie działań. To z Fundacji Batorego poszło dofinansowanie na założenie pierwszych w Polsce znienawidzonych przez prawicę gender studies. Także dzięki tej pomocy pojawiły się lub mogły rozwinąć skrzydła takie znane NGO, jak Instytut Spraw Publicznych, dziś duży think tank zajmujący się prowadzeniem badań i analiz społeczno-politycznych, Instytut na rzecz Państwa Prawa, Stowarzyszenie Interwencji Prawnej czy Fundacja Młodzieżowej Przedsiębiorczości. Granty na wsparcie trzeciego sektora szły do małych, lokalnych organizacji, grup proekologicznych i dużych ośrodków, jak Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju lub Fundacja demosEuropa – Centrum Strategii Europejskiej (zresztą niedawno postawiona w stan upadłości), ale także do powstających już w ostatnich latach instytucji typu Stowarzyszenie 61, w których działa drugie pokolenie aktywistów.
wspomina dr Jacek Kucharczyk, szef ISP. tłumaczy Kucharczyk. Dodaje, że owszem, wsparcie od Sorosa było bardzo ważne, ale nie jest tak, że cały trzeci sektor żył w latach 90. tylko z tego jednego źródła. wspomina szef ISP. Dosyć szybko NGO starały się o innych prywatnych darczyńców i o budowanie tzw. endowment, czyli kapitału wieczystego, który pozwoliłby im na samodzielne, stałe finansowanie działalności.
O tym, że inne źródła są konieczne, organizacje wspierane przez Sorosa wiedziały już od 2000 r. To wtedy miliarder zapowiedział wszystkim fundacjom z krajów Europy Środkowej, którym pomagał, że w momencie akcesji do Unii jego misja się kończy i przestanie finansować ich działalność albo przynajmniej zacznie mocno to ograniczać.
Norwegia cenniejsza niż Soros
radzi mi kilku znajomych z bardziej alternatywnie nastawionych organizacji pozarządowych.
Nie chodzi tu o osoby kojarzone z prawicą, tylko tych, którzy nie korzystają lub starają się nie korzystać z grantów unijnych rozdzielanych przez ministerstwa (głównie pracy, rodziny i polityki społecznej) ani też nie chcą być finansowane z grantów od Sorosa. Zresztą nie muszę Ewy Kulik-Bielińskiej o to do dopytywać. Sama zaczyna opowiadać:
mówi szefowa Batorego. Budynek jest spory, choć na dzisiejsze standardy – żaden apartamentowiec. Jednak mieści się w bardzo dobrej i drogiej części Warszawy (na przecięciu Muranowa i Nowego Miasta).dodaje Ewa Kulik-Bielińska.
Zgodnie z zapowiedziami od 2004 r. Open Society Foundations zaczęła mocno obcinać nakłady na polskiego operatora. I tak w tym roku do Batorego z tego źródła trafiło już tylko 960 tys. dol. (ale pamiętajmy, nie bezpośrednio do samej fundacji, tylko za jej pośrednictwem do innych organizacji). Tylko, bo dla porównania w ramach pełnienia funkcji operatora dla tzw. funduszy norweskich (czyli Funduszu EOG pochodzącego od rządów Norwegii, Islandii i Liechtensteinu, które nie będąc w Unii, w zamian za korzystanie z pewnych przywilejów wspólnego rynku zobowiązały się wspierać wyrównywanie poziomów w starej i nowej Unii) Batory obsługuje wydatkowanie ok. 130 mln zł rozłożone na trzy lata.
Dlaczego właśnie ta fundacja? tłumaczy dyrektorka Batorego. Lada moment rząd będzie decydował, które instytucje będą miały do rozdysponowania blisko 500 mln zł. mówi Tomasz.
– Ale uważasz, że Batory fundusze źle rozdzielał? Że im się nie należy pozostanie operatorem?
dodaje działacz pozarządowy.
Bez pieniędzy nie ma NGO
Rozmawiam z kilkoma pracownikami mniejszych i większych organizacji. Nie ukrywają, że pieniądze nawet i w tej działającej na rzecz społeczeństwa branży są niezwykle ważne. – mówi jeden z nich. I choć – jak wynika z raportu „Kondycja sektora organizacji pozarządowych w Polsce 2015” przygotowanego przez Millward Brown dla Stowarzyszenia Klon/Jawor – roczny budżet przeciętnej organizacji w 2014 r. wynosił 27 tys. zł (czyli sporo urósł w porównaniu z 2011 r., kiedy było to średnio 18 tys. zł), to i tak wiele NGO funkcjonuje na granicy finansowej przeżywalności. Stąd pytanie, kto funduje grant, nie jest wcale podstawowym, jakie sobie zadają. Róża Rzeplińska ze Stowarzyszenia 61 wywołana do tablicy przez „Gazetę Polską” nie chce już wypowiadać się w mediach i odsyła do Jana Bazyla, członka zarządu stowarzyszenia. mówi nam Bazyl. Dodaje, że w ich ocenie krytyka za korzystanie z tych środków jest czysto polityczna.
mówi Marta z fundacji z Krakowa. dodaje prawniczka współpracująca z kilkoma organizacjami zajmującymi się prawami człowieka.
– komentuje Bartek z warszawskiej organizacji.
Ale nie wszyscy podzielają te opinie. opowiada Patrycja z organizacji z centralnej Polski.
Maria Świetlik z Komisji NGO związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza jest jedną z nielicznych, która decyduje się mówić pod nazwiskiem. – tłumaczy Świetlik.
Soros, czyli...
Ciężko o bardziej symboliczną postać niż George Soros. Finansista pochodzenia węgiersko-żydowskiego przeżył Holokaust i jako dziecko uciekł najpierw z ojczyzny, a potem z Europy do Stanów z planem zbudowania majątku. Zrobił go na spekulacjach giełdowych, stając się idealną postacią na bohatera scenariusza.
W pierwszej kolejności niepoprawnego politycznie pamfletu o „Żydzie spekulancie trzęsącym finansami globu”. W drugiej do idealistycznej, hollywoodzkiej opowieści o self-made manie, w której chłopakowi z Europy Środkowej udało się wypracować pozycję jednego z najbogatszych ludzi świata. Ale także filmu o człowieku, który swój majątek zbudował na spekulacjach trzęsących rynkami finansowymi, i którego spora część życia (choćby romans z młodszą o ponad 50 lat aktorką z Brazylii, zakończony oskarżeniami o pobicie) idealnie wpisuje się w nasz wizerunek „chciwego Wilka z Wall Street”. Na koniec spokojnie można by też napisać fabułę o człowieku, który swój majątek wykorzystuje do politycznego sterowania/inspirowania demokratycznych ruchów w kilku regionach świata, a szczególnie w Europie Środkowej.
Każdy z takich obrazów byłby do obronienia
Co więcej, pytanie o to, co się sądzi o George’u Sorosie i jego wpływie na Polskę, może być papierkiem lakmusowym do oceny poglądów politycznych. Dla liberalno-lewicowej części społeczeństwa jest człowiekiem, któremu na sercu leżą dobro świata, rozwój nowoczesnego, otwartego społeczeństwa. Dla tych z poglądami przesuniętymi na prawo Soros to manipulant wykorzystujący swój majątek do niszczenia opartych na tradycyjnych wartościach narodów w celu zbudowania globalnego ponadnarodowego rządu. Jest jeszcze trzeci światopogląd: alterglobaliści widzą w nim manipulanta, który majątek zbił w niejasnych i nieetycznych okolicznościach.
Soros filantropią zajął się z rozmachem. Pod koniec lat 70. finansował czarnoskórych studentów z RPA. W latach 80. zaczął wspierać demokratyczną opozycję w Europie Środkowej. Pierwsza specjalnie w tym celu założona fundacja powstała w 1984 r. na Węgrzech. W 1993 r. założył Instytut Społeczeństwa Otwartego (od sześciu lat Fundacja Społeczeństwa Otwartego), który miał stać się pewnego rodzaju parasolem nad wszystkimi jego działaniami charytatywnymi na świecie i rozdzielać pomiędzy nie fundusze.
Jak wynika z oficjalnych danych, jej roczny budżet wynosi obecnie prawie 900 mln dol. Większy ma w USA tylko Fundacja Billa i Melindy Gatesów. Łącznie w ostatnich 23 latach wydała na całym świecie ponad 12 mld dol., m.in. na edukację, obronę praw człowieka, równouprawnienie kobiet, mniejszości seksualnych i etnicznych, w tym prawie 2 mld na „poprawianie jakości demokracji” w Rosji i dawnych krajach bloku sowieckiego. Brzmi to wszystko pięknie, więc skąd kontrowersje? Soros stał się sławny nie dzięki działalności filantropijnej, tylko dzięki „czarnej środzie” 16 września 1992 r., która pozwoliła mu zbić majątek i uderzyła w funta. To nie było jego jednorazowe zagranie. W 1997 r. w podobnej sytuacji w trakcie azjatyckiego kryzysu finansowego malezyjski premier oskarżył Sorosa o spowodowanie załamania waluty tego kraju. W Tajlandii w wyniku podobnych spekulacji lokalna waluta straciła ponad 50 proc. wartości w stosunku do dolara. Pomimo ogromnej, bo dwudziestomiliardowej pomocy ze strony MFW w kraju zbankrutowały największe instytucje finansowe. Do podobnych wydarzeń doszło na Filipinach. Krytyka Sorosa nie jest więc bezpodstawna.
podkreśla dr Jacek Kucharczyk, szef Instytutu Spraw Publicznych. uważa dr Kucharczyk. Ale i sam Soros dolewa oliwy do ognia. Niedawno udzielił wywiadu niemieckiemu magazynowi „Die Wirtschaftswoche”, w którym ocenił, że działania Orbana na Węgrzech i Kaczyńskiego w Polsce przypominają postępowanie autorytarnych władz z dwudziestolecia międzywojennego. mówił. Dla prawicowych publicystów takie deklaracje są doskonałą pożywką. Soros pozostanie dla nich tym, który szykuje w Polsce nowy Majdan przeciw dobrej zmianie.