- Grupa największych inwestorów (…) nie jest liczna, biznesmeni znają się nawzajem, wiedzą, jakich decyzji mogą się po sobie spodziewać, dlatego wspólnie kształtują nastroje na rynku - pisze David Rothkopf, autor książki "Superklasa. Kto rządzi światem?". - Jak powiedział mi doświadczony gracz giełdowy: Ceny ustala kilkunastu facetów. Czasami, kiedy ludzie są zaniepokojeni dużym inwestorem, powiedzmy Sorosem, może niepokoi ich, co myśli jeden człowiek (…), ale może raczej to, co im się wydaje, że on myśli - dorzuca.

Reklama

Trwa ładowanie wpisu

W przypadku Sorosa nie trzeba zastanawiać się, co on myśli. Multimiliarder nigdy nie powstrzymywał się przed wyrażaniem swoich poglądów. Ba, czynił to bez ogródek, niewyparzonym często językiem. - No chłopaki, wasz czas się skończył - miał choćby rzucić przy kawie najważniejszym rosyjskim oligarchom w czasie, gdy wydawało się, że Borys Jelcyn straci władzę w Rosji na rzecz lidera rosyjskich komunistów, Giennadija Ziuganowa.

Nie inaczej było w wywiadzie dla "Wirtschaftswoche" kilka miesięcy temu. - Reguły otwartego społeczeństwa nie są silnie zakorzenione w tej części świata - dowodził Soros. - Premier Węgier Viktor Orban promuje tożsamość węgierską i chrześcijańską. Mieszanie tożsamości narodowej z religią to potężny mix. I Orban nie jest tu sam. Lider partii rządzącej w Polsce, Jarosław Kaczyński, ma podobne podejście. Nie jest tak inteligentny, jak Orban, ale to przebiegły polityk i wybrał migrację jako centralną kwestię swojej kampanii. Polska to jedno z najbardziej homogenicznych etnicznie i religijnie państw w Europie. Muzułmański imigrant w katolickiej Polsce to uosobienie Innego. Kaczyński z sukcesem sportretował go jako diabła - perorował.

Jedni miliarderowi przyklasną, inni uznają, że "zieje nienawiścią". Ale jasne jest, że Soros bynajmniej nie próbuje się ze swoim światopoglądem ukrywać. Zresztą, gdy przyjrzeć się jego biografii, w jego radykalnych sądach można usłyszeć echa XX-wiecznej historii Zachodu.

Dogmat społeczeństwa otwartego

Generacje urodzone w pierwszej połowie poprzedniego stulecia - w tym również właśnie pochodzący z Węgier Soros (rocznik 1930) - były świadkiem dwóch hekatomb, jakie urządziła sobie ludzkość. Do pierwszej doszło w imię nacjonalizmów i mocarstwowych gier europejskich mocarstw. Druga wynikła z tego, że nie wyciągnięto wniosków z pierwszej, a nagromadzone frustracje narodowe i społeczne przyoblekły się w totalitaryzmy - nazizm i komunizm.

Dla Sorosa było to doświadczenie osobiste. O I wojnie światowej opowiadał mu ojciec, w swoim czasie jeniec wywieziony w głąb Rosji. II wojny doświadczył osobiście: najpierw gęstniejącej atmosfery w okresie kolaboracji reżimu admirała Horthy’ego z III Rzeszą, a po niemieckiej inwazji w 1944 roku - ukrywając się u przyjaciół rodziny, "pod przykrywką" syna chrzestnego urzędnika ministerstwa rolnictwa. Podobno w czasie okupacji zdobywał pierwsze doświadczenia, próbując handlować walutami na czarnym rynku.

Reklama

Po wojnie przydała mu się jednak inna umiejętność: jego ojciec, zapalony esperantysta, nauczył syna tego języka. George w 1947 roku skorzystał z możliwości wyjazdu na zjazd esperantystów i na Węgry już nie wrócił. Wkrótce wylądował w Wielkiej Brytanii.

Na Wyspach zajmował się handlem i szukał pracy w finansach. - Napisałem do każdego dyrektora w każdym banku handlowym w Londynie. Dostałem jedną czy dwie odpowiedzi i w ten sposób zatrudniłem się w banku - wspominał. Chodziło o firmę Singer&Friedlander. Jednocześnie Soros nie rezygnował ze studiów: udało mu się dostać na szacowną London School of Economics, a tam na wykłady słynnego filozofa, Karla Poppera. To właśnie koncepcje "krytycznego racjonalizmu" czy "społeczeństwa otwartego" stały się idee fixe dobiegającego wówczas dwudziestki imigranta. I na tej filozofii opiera się też jego dzisiejsza działalność.

Ciąg dalszy tej historii jest już doskonale znany. Soros miał ochotę pójść tropem swojego mentora z LSE, ale na filozofowanie przy biurku też trzeba mieć pieniądze. Zaczął je więc zarabiać. Do początku lat 70. pracował na coraz wyższych stanowiskach w kolejnych firmach finansowych. Od 1973 r. zaczął grać na własny rachunek, z sukcesem.

- Zawsze sądziłem, że jestem wyjątkowy, czasami nawet myślałem o sobie w kategoriach boskich - skwitował nonszalancko w rozmowie ze swoim biografem.

Do historii przeszedł w 1992 roku, gdy zagrał "na zniżkę" przeciwko funtowi, rzucając na rynek wszystko, co miał - bagatela, 10 mld dolarów (zarobił wówczas okrągły miliard). Od tamtej pory stał się "człowiekiem, który złamał Bank Anglii", zamieszanym w każdy niemal kryzys walutowy: we Włoszech, Japonii, Rosji, Tajlandii czy Malezji. Ale i swoją przygodę z funtem Soros potrafił uzasadnić. - Skoro Wielka Brytania nie chce się dorzucać do pomocy dla Wschodniej Europy, to ich na ten cel opodatkuję - miał podsumować.

Od buldożerów po tulipany

Mniejsza już o karierę finansową czy ambicje akademickie. W rozważaniach na temat "boskości" Sorosa tkwi ziarnko prawdy: w pewnym momencie miliarder uznał, że może nie tylko filozofować na temat idealnego porządku społecznego, obalania tyranii, powszechnej tolerancji i szczęśliwości. W pewnym momencie musiał dojść do wniosku, że przemiany w tym kierunku można... kupić.

Jak szacują eksperci, od 1979 roku Soros wydał na cele pozabiznesowe 11 miliardów dolarów. Zaczynał relatywnie skromnie, fundując stypendia czarnoskórym studentom w RPA. Pięć lat później pojawił się w swojej dawnej ojczyźnie - Fundacja Sorosa podpisała wówczas umowę z Węgierską Akademią Nauk, na mocy której powstała Fundacja Sorosa Budapeszt (w przyszłości Soros miał jeszcze na Węgrzech ufundować Uniwersytet Środkowoeuropejski). Z niej wypączkowały kolejne organizacje w bloku wschodnim, które w dyskretny - lecz skuteczny - sposób dystrybuowały pieniądze i materiały w środowiskach opozycji. Już po upadku komunizmu w 1993 r. po szeregu zmian organizacyjnych powstał Open Society Institute – ach, ten nieśmiertelny Popper – na długie lata okręt flagowy politycznych i prospołecznych inicjatyw miliardera.

Open Society Institute (od sześciu lat Open Society Foundations) obrósł miriadami organizacji angażujących się w tysiące przedsięwzięć, które nie są osobiście kontrolowane przez Sorosa, ale odpowiadają jego poglądom. W ciągu dwóch dekad miliarder wydał niemal 3 miliardy dolarów na obronę praw człowieka (w tym kobiet, mniejszości etnicznych, religijnych, rasowych, seksualnych), ratowanie narkomanów i prostytutek. Ponad dwa miliardy dolarów poszły na edukację; 1,6 mld dol. na działania prodemokratyczne we Wschodniej Europie i na terenie dawnego Związku Radzieckiego; 1,5 mld dol. na reformy i działania prodemokratyczne w USA; ponad 700 mln dol. na opiekę zdrowotną; przeszło 200 mln dol. na wsparcie wspólnot Romów w Europie.

PAP/EPA / TAMAS KOVACS

Jak to działało? A choćby tak, jak w czasie wyborów prezydenckich w USA w 2004 roku, kiedy to Soros - zdeklarowany przeciwnik George’a W. Busha - oliwił sumą kilkudziesięciu milionów dolarów łańcuch przeszło pół tysiąca organizacji, przekonujących Amerykanów, by głosować na Johna Kerry’ego. Niby nic - dysponujący porównywalnym majątkiem bracia Charles i David Koch robią to samo dla Republikanów, zwłaszcza ich ówczesnego skrajnego skrzydła, Partii Herbacianej. Siłą rzeczy nie przysporzyło to jednak Sorosowi przyjaciół w Ameryce. Tak samo, jak angażowanie się w protesty np. po kontrowersyjnych interwencjach amerykańskiej policji, w wyniku których ginęli czarnoskórzy.

O ironio, w tym samym czasie, gdy Soros zwalczał Busha, organizacje działające pod parasolem i z pieniędzy Open Society Institute działały ramię w ramię z Białym Domem. Tropy wiodące do Sorosa odnajdywano w przypadku obalenia reżimów Slobodana Miloszevicia w Serbii ("rewolucja buldożerów" w 2000 r., a więc jeszcze za czasów Billa Clintona), Eduarda Szewardnadze w Gruzji, Wiktora Janukowycza na Ukrainie czy Askara Akajewa w Kirgistanie (2003, 2004, 2005 - zatem już w okresie rządów Busha juniora). Jednocześnie np. Viacheslav Avioutskii, francuski politolog, który przeanalizował te zrywy polityczne w pracy "Aksamitne rewolucje", wskazuje na zaangażowanie Sorosa tylko w przypadku Kirgistanu. Sam miliarder z kolei przyznawał się do wsparcia organizacji, które doprowadziły do Rewolucji Róż w Gruzji, choć bagatelizował swój udział w wydarzeniach.

Od przemocy domowej po chodzenie na wybory

W Polsce Soros - czy właściwie jego pieniądze - pojawiły się w latach 80., prawdopodobnie w tym samym czasie, kiedy w Budapeszcie powstawała pierwsza europejska inicjatywa finansisty. Fundusze z jego kieszeni zaczęły wówczas płynąć do "Solidarności", a od 1988 roku - do stworzonej wówczas Fundacji im. Stefana Batorego.

Fundacja została stworzona przez miliardera wraz z grupą ówczesnych działaczy opozycyjnych, a jej pierwsze władze zostały wybrane w porozumieniu z Sorosem. Nic jednak nie wskazuje na to, by później fundator - lub Open Society Institute czy Open Society Foundations obecnie - wpływał na decyzje organizacji. Niewątpliwie Soros mógł mieć za to wpływ na budżet organizacji: w połowie lat 90. Fundacja szybko zwiększyła pulę środków, jakie przeznaczała na swoje projekty - z 15 do 40 mln złotych w latach 1994-1998.

W tym samym czasie cele Fundacji ewoluowały - początkowo miały charakter społeczny, m.in. Fundacja wspierała działania na rzecz równouprawnienia kobiet lub zwalczania przemocy domowej. Z czasem organizacja włączyła się w kampanię na rzecz akcesji Polski do Unii Europejskiej, a od przeszło dekady zajmuje się tym, co Sorosowi jest wyjątkowo bliskie: budową popperowskiego społeczeństwa otwartego oraz promocją zaangażowania w życie publiczne - od wspólnot lokalnych po politykę na poziomie krajowym. Przy czym z każdym kolejnym rokiem Fundacja dysponuje coraz mniejszą pulą pieniędzy od Sorosa - tegoroczna dotacja to kwota 850 tys. dol., podczas gdy głównym donatorem jest Mechanizm Finansowy Europejskiego Obszaru Gospodarczego, a więc rządy Islandii, Liechtensteinu oraz Norwegii.

Większą ekscytację wzbudziła transakcja nabycia przez powiązany z miliarderem fundusz Media Development Investment Fund pakietu akcji koncernu Agora. Choć chodzi o pakiet niewiele przekraczający 10 proc., ale sama transakcja ma dla obserwatorów znaczący charakter: MDIF do tej pory inwestował przede wszystkim w państwach, mających kiepskie doświadczenia z wolnością mediów. Dla nieprzepadających za Sorosem komentatorów - jak Glenn Beck ze stacji Fox News czy ostatnio Matthew Tyrmand - to tylko kolejny dowód na to, jak Soros "potajemnie" sięga po władzę nad światem.