- - pisze David Rothkopf, autor książki "Superklasa. Kto rządzi światem?". - - dorzuca.
W przypadku Sorosa nie trzeba zastanawiać się, . Multimiliarder nigdy nie powstrzymywał się przed wyrażaniem swoich poglądów. Ba, czynił to bez ogródek, niewyparzonym często językiem. - - miał choćby rzucić przy kawie najważniejszym rosyjskim oligarchom w czasie, gdy wydawało się, że Borys Jelcyn straci władzę w Rosji na rzecz lidera rosyjskich komunistów, Giennadija Ziuganowa.
Nie inaczej było w wywiadzie dla "Wirtschaftswoche" kilka miesięcy temu. - - dowodził Soros. - - perorował.
Jedni miliarderowi przyklasną, inni uznają, że "zieje nienawiścią". Ale jasne jest, że Soros bynajmniej nie próbuje się ze swoim światopoglądem ukrywać. Zresztą, gdy przyjrzeć się jego biografii, w jego radykalnych sądach można usłyszeć echa XX-wiecznej historii Zachodu.
Dogmat społeczeństwa otwartego
Generacje urodzone w pierwszej połowie poprzedniego stulecia - w tym również właśnie pochodzący z Węgier Soros (rocznik 1930) - były świadkiem dwóch hekatomb, jakie urządziła sobie ludzkość. Do pierwszej doszło w imię nacjonalizmów i mocarstwowych gier europejskich mocarstw. Druga wynikła z tego, że nie wyciągnięto wniosków z pierwszej, a nagromadzone frustracje narodowe i społeczne przyoblekły się w totalitaryzmy - nazizm i komunizm.
Dla Sorosa było to doświadczenie osobiste. O I wojnie światowej opowiadał mu ojciec, w swoim czasie jeniec wywieziony w głąb Rosji. II wojny doświadczył osobiście: najpierw gęstniejącej atmosfery w okresie kolaboracji reżimu admirała Horthy’ego z III Rzeszą, a po niemieckiej inwazji w 1944 roku - ukrywając się u przyjaciół rodziny, "pod przykrywką" syna chrzestnego urzędnika ministerstwa rolnictwa. Podobno w czasie okupacji zdobywał pierwsze doświadczenia, próbując handlować walutami na czarnym rynku.
Po wojnie przydała mu się jednak inna umiejętność: jego ojciec, zapalony esperantysta, nauczył syna tego języka. George w 1947 roku skorzystał z możliwości wyjazdu na zjazd esperantystów i na Węgry już nie wrócił. Wkrótce wylądował w Wielkiej Brytanii.
Na Wyspach zajmował się handlem i szukał pracy w finansach. - - wspominał. Chodziło o firmę Singer&Friedlander. Jednocześnie Soros nie rezygnował ze studiów: udało mu się dostać na szacowną London School of Economics, a tam na wykłady słynnego filozofa, Karla Poppera. To właśnie koncepcje "krytycznego racjonalizmu" czy "społeczeństwa otwartego" stały się idee fixe dobiegającego wówczas dwudziestki imigranta. I na tej filozofii opiera się też jego dzisiejsza działalność.
Ciąg dalszy tej historii jest już doskonale znany. Soros miał ochotę pójść tropem swojego mentora z LSE, ale na filozofowanie przy biurku też trzeba mieć pieniądze. Zaczął je więc zarabiać. Do początku lat 70. pracował na coraz wyższych stanowiskach w kolejnych firmach finansowych. Od 1973 r. zaczął grać na własny rachunek, z sukcesem.
- - skwitował nonszalancko w rozmowie ze swoim biografem.
Do historii przeszedł w 1992 roku, gdy zagrał "na zniżkę" przeciwko funtowi, rzucając na rynek wszystko, co miał - bagatela, 10 mld dolarów (zarobił wówczas okrągły miliard). Od tamtej pory stał się "człowiekiem, który złamał Bank Anglii", zamieszanym w każdy niemal kryzys walutowy: we Włoszech, Japonii, Rosji, Tajlandii czy Malezji. Ale i swoją przygodę z funtem Soros potrafił uzasadnić. - - miał podsumować.
Od buldożerów po tulipany
Mniejsza już o karierę finansową czy ambicje akademickie. W rozważaniach na temat "boskości" Sorosa tkwi ziarnko prawdy: w pewnym momencie miliarder uznał, że może nie tylko filozofować na temat idealnego porządku społecznego, obalania tyranii, powszechnej tolerancji i szczęśliwości. W pewnym momencie musiał dojść do wniosku, że przemiany w tym kierunku można... kupić.
Jak szacują eksperci, od 1979 roku Soros wydał na cele pozabiznesowe 11 miliardów dolarów. Zaczynał relatywnie skromnie, fundując stypendia czarnoskórym studentom w RPA. Pięć lat później pojawił się w swojej dawnej ojczyźnie - Fundacja Sorosa podpisała wówczas umowę z Węgierską Akademią Nauk, na mocy której powstała Fundacja Sorosa Budapeszt (w przyszłości Soros miał jeszcze na Węgrzech ufundować Uniwersytet Środkowoeuropejski). Z niej wypączkowały kolejne organizacje w bloku wschodnim, które w dyskretny - lecz skuteczny - sposób dystrybuowały pieniądze i materiały w środowiskach opozycji. Już po upadku komunizmu w 1993 r. po szeregu zmian organizacyjnych powstał Open Society Institute – ach, ten nieśmiertelny Popper – na długie lata okręt flagowy politycznych i prospołecznych inicjatyw miliardera.
Open Society Institute (od sześciu lat Open Society Foundations) obrósł miriadami organizacji angażujących się w tysiące przedsięwzięć, które nie są osobiście kontrolowane przez Sorosa, ale odpowiadają jego poglądom. W ciągu dwóch dekad miliarder wydał niemal 3 miliardy dolarów na obronę praw człowieka (w tym kobiet, mniejszości etnicznych, religijnych, rasowych, seksualnych), ratowanie narkomanów i prostytutek. Ponad dwa miliardy dolarów poszły na edukację; 1,6 mld dol. na działania prodemokratyczne we Wschodniej Europie i na terenie dawnego Związku Radzieckiego; 1,5 mld dol. na reformy i działania prodemokratyczne w USA; ponad 700 mln dol. na opiekę zdrowotną; przeszło 200 mln dol. na wsparcie wspólnot Romów w Europie.
Jak to działało? A choćby tak, jak w czasie wyborów prezydenckich w USA w 2004 roku, kiedy to Soros - zdeklarowany przeciwnik George’a W. Busha - oliwił sumą kilkudziesięciu milionów dolarów łańcuch przeszło pół tysiąca organizacji, przekonujących Amerykanów, by głosować na Johna Kerry’ego. Niby nic - dysponujący porównywalnym majątkiem bracia Charles i David Koch robią to samo dla Republikanów, zwłaszcza ich ówczesnego skrajnego skrzydła, Partii Herbacianej. Siłą rzeczy nie przysporzyło to jednak Sorosowi przyjaciół w Ameryce. Tak samo, jak angażowanie się w protesty np. po kontrowersyjnych interwencjach amerykańskiej policji, w wyniku których ginęli czarnoskórzy.
O ironio, w tym samym czasie, gdy Soros zwalczał Busha, organizacje działające pod parasolem i z pieniędzy Open Society Institute działały ramię w ramię z Białym Domem. Tropy wiodące do Sorosa odnajdywano w przypadku obalenia reżimów Slobodana Miloszevicia w Serbii ("rewolucja buldożerów" w 2000 r., a więc jeszcze za czasów Billa Clintona), Eduarda Szewardnadze w Gruzji, Wiktora Janukowycza na Ukrainie czy Askara Akajewa w Kirgistanie (2003, 2004, 2005 - zatem już w okresie rządów Busha juniora). Jednocześnie np. Viacheslav Avioutskii, francuski politolog, który przeanalizował te zrywy polityczne w pracy "Aksamitne rewolucje", wskazuje na zaangażowanie Sorosa tylko w przypadku Kirgistanu. Sam miliarder z kolei przyznawał się do wsparcia organizacji, które doprowadziły do Rewolucji Róż w Gruzji, choć bagatelizował swój udział w wydarzeniach.
Od przemocy domowej po chodzenie na wybory
W Polsce Soros - czy właściwie jego pieniądze - pojawiły się w latach 80., prawdopodobnie w tym samym czasie, kiedy w Budapeszcie powstawała pierwsza europejska inicjatywa finansisty. Fundusze z jego kieszeni zaczęły wówczas płynąć do "Solidarności", a od 1988 roku - do stworzonej wówczas Fundacji im. Stefana Batorego.
Fundacja została stworzona przez miliardera wraz z grupą ówczesnych działaczy opozycyjnych, a jej pierwsze władze zostały wybrane w porozumieniu z Sorosem. Nic jednak nie wskazuje na to, by później fundator - lub Open Society Institute czy Open Society Foundations obecnie - wpływał na decyzje organizacji. Niewątpliwie Soros mógł mieć za to wpływ na budżet organizacji: w połowie lat 90. Fundacja szybko zwiększyła pulę środków, jakie przeznaczała na swoje projekty - z 15 do 40 mln złotych w latach 1994-1998.
W tym samym czasie cele Fundacji ewoluowały - początkowo miały charakter społeczny, m.in. Fundacja wspierała działania na rzecz równouprawnienia kobiet lub zwalczania przemocy domowej. Z czasem organizacja włączyła się w kampanię na rzecz akcesji Polski do Unii Europejskiej, a od przeszło dekady zajmuje się tym, co Sorosowi jest wyjątkowo bliskie: budową popperowskiego społeczeństwa otwartego oraz promocją zaangażowania w życie publiczne - od wspólnot lokalnych po politykę na poziomie krajowym. Przy czym z każdym kolejnym rokiem Fundacja dysponuje coraz mniejszą pulą pieniędzy od Sorosa - tegoroczna dotacja to kwota 850 tys. dol., podczas gdy głównym donatorem jest Mechanizm Finansowy Europejskiego Obszaru Gospodarczego, a więc rządy Islandii, Liechtensteinu oraz Norwegii.
Większą ekscytację wzbudziła transakcja nabycia przez powiązany z miliarderem fundusz Media Development Investment Fund pakietu akcji koncernu Agora. Choć chodzi o pakiet niewiele przekraczający 10 proc., ale sama transakcja ma dla obserwatorów znaczący charakter: MDIF do tej pory inwestował przede wszystkim w państwach, mających kiepskie doświadczenia z wolnością mediów. Dla nieprzepadających za Sorosem komentatorów - jak Glenn Beck ze stacji Fox News czy ostatnio Matthew Tyrmand - to tylko kolejny dowód na to, jak Soros "potajemnie" sięga po władzę nad światem.