Dziennik Gazeta Prawana logo

Armenia trzeszczy w szwach. Jedni żyją za 100 dolarów miesięcznie, a inni dostają 1000 dolarów emerytury

28 kwietnia 2018, 18:33
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Protesty w Armenii
Protesty w Armenii/PAP/EPA
Pogłębiająca się zapaść gospodarcza i coraz większy odsetek pracowników opłacanych poniżej oficjalnego minimum to przyczyny szerokiego poparcia społeczeństwa Armenii dla kampanii protestów, której przewodzi poseł Nikol Paszynian - pisze agencja EFE.

Według oficjalnych danych 29 proc. ludności kraju żyje poniżej granicy ubóstwa, a pracownicy sektora publicznego zarabiają przeciętnie 47 000 dramów (ok. 100 dol.), podczas gdy płaca minimum to równowartość 120 dolarów.

5 proc. mieszkańców Armenii jest kwalifikowana w statystykach jako "bardzo biedni". W szczególnie trudnej sytuacji są emeryci zmuszeni przeżyć miesiąc za 18 000 do 40 000 dramów, tj. za 35 do 80 dolarów.

Na drugim biegunie są wysocy funkcjonariusze aparatu wymiaru sprawiedliwości oraz instytucji dbających o bezpieczeństwo kraju. Po przejściu w stan spoczynku otrzymują oni emerytury przekraczające równowartość 1 000 dolarów.

Sytuacja ekonomiczna przeciętnej ormiańskiej rodziny jest przyczyną coraz bardziej masowej emigracji młodych mężczyzn i kobiet. Według oficjalnych danych jedynie w ciągu ostatniej dekady, czyli za prezydentury Serża Sarkisjana, z trzymilionowego kraju wyemigrowało 305 tys. osób.

W prowincjach najciężej dotkniętych kryzysem według oficjalnych danych, na które powołuje się EFE, liczba ludności żyjącej poniżej granicy ubóstwa wynosi 45 proc. W takiej sytuacji znajdują się m.in. miasto Giumri, leżące o 126 km od Erywania, i Wanadzor, trzecie co do wielkości miasto Armenii. W Giumri po upadku ZSRR zamknięte zostały wielkie kombinaty przemysłowe, na których miejsce nic nie powstało.

W skali całego kraju armeńska gospodarka nadal odczuwa dotkliwie skutki blokady zastosowanej wobec niej przez Turcję i Azerbejdżan w związku z konfliktem w Górskim Karabachu. Nie ma wprawdzie przeszkód politycznych, aby Armenia mogła rozwijać stosunki gospodarcze z Iranem, ale brak linii kolejowej na razie udaremnia te plany i jako realny partner handlowy pozostaje jej tylko Gruzja. Jednak i w tym przypadku główna arteria komunikacyjna - szosa biegnące przez góry (zwana starym gruzińskim szlakiem wojennym)- zimą nie zawsze jest przejezdna.

W niedzielę, po krótkiej przerwie w codziennych trwających przez trzy tygodnie demonstracjach, armeńska opozycja ma je wznowić w stolicy, Erywaniu. Paszynian, który pretenduje do stanowiska premiera Armenii, obiecał, że "będzie walczył do końca", aby rządząca Republikańska Partia Armenii (RPA) została odsunięta od władzy. Największe demonstracje w ramach kampanii nieposłuszeństwa obywatelskiego mają się odbyć w stolicy rankiem 1 maja. Opozycja wezwała swych zwolenników w całym kraju, aby przybyli tego dnia masowo do Erywania wywrzeć presję na członków parlamentu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj