Dziennik Gazeta Prawana logo

"Fakt" pisze o kłopotach dreamlinera w rejsie z Cancun. LOT: Tekst zawiera wiele nieprawdziwych informacji

3 lipca 2018, 19:18
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Samolot Boeing 787 Dreamliner startuje z lotniska Chopina w Warszawie
Samolot Boeing 787 Dreamliner startuje z lotniska Chopina w Warszawie/Shutterstock
W artykule "Faktu" na temat marcowego rejsu dreamlinera LOT-u z Cancun do Warszawy znajduje się wiele nieprawdziwych informacji, a także takich, które są źle zinterpretowane i wyciągnięte z kontekstu - oświadczył we wtorek dyrektor biura komunikacji korporacyjnej LOT Adrian Kubicki.

Chodzi o wtorkową publikację "Faktu" pt. "250 pasażerów o włos od śmierci". Dziennik napisał, że "dotarł do dokumentów i informacji, które potwierdzają naruszenie zasad bezpieczeństwa i to, jak blisko było tragedii" w trakcie rejsu LOT-u 23 marca z meksykańskiego Cancun do Warszawy wykonywanego Boeingiem 787-8 Dreamliner. "23 marca 2018 roku dreamliner PLL LOT startuje z meksykańskiego Cancun. Po starcie prawy silnik zaczyna wibrować. Decyzja może być jedna - lądowanie na najbliższym lotnisku. To port w Miami. Załoga już tam leci, gdy zapada nowa, szokująca decyzja. Nie lądować w Miami, tylko lecieć dalej - do Nowego Jorku! To dodatkowe godziny lotu, a tymczasem pojawia się awaria w drugim silniku!" - czytamy w gazecie.

- zapewniał Kubicki.

W trakcie konferencji zaprezentował plan lotu dreamlinera. - dowodził. Nie wykluczył jednak, że o takiej opcji kapitan mógł rozmawiać z Centrum Operacyjnym Lotu.

- zapewnił Kubicki.

Jak mówił, po skręcie w lewo i obraniu kierunku na lotnisko JFK, dreamliner leciał na dwóch sprawnych silnikach, choć piloci wiedzieli o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu silników, jednak nie były one na tyle silne, by przerwać lot i lądować na jakimś lotnisku.

- opisywał Kubicki.

Jak dodał, kapitan wyłączył ten silnik prewencyjnie, jak również prewencyjnie zdecydował o locie w tzw. procedurze ETOPS (Extended Range Twin Operations), która pozwala samolotom pasażerskim na operowanie na trasach odległych o określoną ilość czasu od najbliższego lotniska awaryjnego.

- powiedział.

Jak wyjaśnił, pilot od momentu wyłączenia silnika do lotniska JFK miał dwie godziny lotu.- tłumaczył Kubicki.

Jak zaznaczył, amerykańska Federalna Administracja Lotnicza (FAA), która otrzymała od LOT zgłoszenie tego zdarzenia, - dodał. Po wylądowaniu na jednym silniku, w trybie awaryjnym, LOT zdecydował się na przeprowadzenie badania obu silników.

Kapitan Tomasz Smólski, który przygotował biuletyn wewnętrzny dla załogi po tym lądowaniu, (na który to biuletyn w swojej publikacji powoływał się "Fakt") powiedział na konferencji prasowej, że w czasie lotu nie doszło do spadku ciśnienia oleju, ponieważ kapitan prewencyjnie go wyłączył. A sama decyzja o locie na JFK była podjęta, gdy pracowały oba silniki. - podkreślił.

- wyjaśnił Smólski.

Jak dodał, w artykule wykorzystano służbowy materiał, który służy budowaniu koncepcji na szkolenie dla załóg na przyszłość.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj