Pasażerowie, którzy wracali LOT-em z Pekinu do Warszawy musieli czekać 10 godzin na naprawę Dreamlinera. W maszynie padła bowiem pompa hydrauliczna silnika. Okazało się jednak, że pojawił się problem z płatnościami i pracownik LOT poprosił pasażerów o zrzutkę - pisze "Newsweek". - mówi tygodnikowi jeden z pasażerów.
LOT przyznał się, że taka sytuacja miała miejsce. – powiedział "Newsweekowi" rzecznik firmy, Adrian Kubicki. Stwierdził też, że w takiej sytuacji pracownik powinien mieć przy sobie gotówkę. Zapewnił także, że , choć rozumie dobre intencje pracownika, który chciał przyspieszyć wylot. Kubicki dodał, że firma wyciągnie konsekwencje z tej sytuacji.
Pasażerom, po przylocie do Warszawy, pieniądze zwrócono. A w formie przeprosin wręczono bilety.