Dziennik Gazeta Prawana logo

Co Izrael chce ugrać w Polsce? To jest walka o wysoką stawkę

14 lutego 2019, 08:02
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Binjamin Netanjahu
Binjamin Netanjahu/Shutterstock
Binjamin Netanjahu zjawia się w Warszawie na niecałe dwa miesiące przed wyborami do Knesetu.

Sondaże wskazują, że Likud – partia szefa izraelskiego rządu – oraz ugrupowania, z którymi tworzy koalicję, prawdopodobnie utrzymają swój stan posiadania. Stawka jest jednak wysoka, bo przez wzgląd na rozdrobnienie Knesetu 9 kwietnia będzie się liczył każdy mandat. Kilkanaście tysięcy głosów w jedną lub w drugą stronę mogą kosztować premiera większość w parlamencie.

Binjaminowi Netanjahu mogą zaszkodzić dwie rzeczy. Pierwsza to afery z jego udziałem, w których sprawie prokurator generalny Awichaj Mandelblit ma niebawem postawić pierwsze zarzuty. Plotki głoszą, że usłyszy je także premier. Taką rekomendację miał wystawić pod koniec ubiegłego roku odchodzący szef izraelskiej policji. I chociaż szef rządu nie musi podawać się do dymisji, to jeśli zostaną postawione mu zarzuty, wizerunkowy cios może kosztować go cenne poparcie w nadchodzących wyborach.

Premierowi i liderowi Likudu w wyborach nie pomoże na początku kwietnia także pojawienie się na scenie politycznej Benny’ego Gantza, byłego głównodowodzącego izraelskiej armii, który w kampanii wyborczej uderza w podobne nuty co Netanjahu, czyli skupia się na bezpieczeństwie. Na razie jednak większość wyborców deklarujących chęć postawienia na politycznego nowicjusza z wojskową przeszłością wcześniej i tak nie chciała głosować na Likud.

"Bibi" nie zasypia więc gruszek w popiele i na dobre wszedł w tryb wyborczy, wykorzystując do tego politykę zagraniczną i obronną. Napięcia z Iranem zapewniają mu mnóstwo okazji, aby słać oratorskie prztyczki w nos ajatollahom z Teheranu. Kiedy więc w poniedziałek przy okazji obchodów 40. rocznicy rewolucji islamskiej irański prezydent Hasan Rouhani zapowiedział, że jego kraj jest gotów posłać w stronę Izraela pociski rakietowe, Netanjahu szybko odpowiedział, że będzie to wówczas ostatnia rocznica, jaką świętują Irańczycy.

Polityk na każdym kroku akcentuje, że sprawy związane z bezpieczeństwem są mu bliskie. Chętnie więc pokazuje się w otoczeniu żołnierzy, chociaż izraelskie prawo zabrania wykorzystywania sił zbrojnych (włącznie z infrastrukturą) w kampanii wyborczej. Ponieważ od tej reguły są nieliczne wyjątki – dopuszczalne są zdjęcia w sytuacjach związanych z bezpieczeństwem narodowym – ciągle pozuje, a ostrzeżenia od komisji wyborczej zbył stwierdzeniem: "Jestem byłym żołnierzem. Czy to znaczy, że siebie też nie mogę fotografować?".

Twarda retoryka może nabić punktów w sondażach, ale Netanjahu przydałby się sukces dyplomatyczny – taki jak pokazanie światu, że w stosunkach arabsko-izraelskich nie panuje już zimna wojna. Netanjahu chwali się publicznie, że za jego kadencji stosunki Jerozolimy z państwami arabskimi są najlepsze od początków istnienia Izraela (niedawno nawiązał relacje z afrykańskim Czadem, gdzie większość stanowią muzułmanie).

Co prawda pragmatyczne państwa regionu już od dawna prowadzą z Izraelem dialog (jak Saudowie, którzy z Izraelczykami dzielą największego przeciwnika w regionie, czyli Iran), starają się jednak tego nie akcentować z obawy przed reakcją opinii publicznej w swoich krajach. Na przeszkodzie stoi kwestia palestyńska, o której parę słów ma podczas warszawskiej konferencji powiedzieć zięć prezydenta USA Jared Kushner.

Netanjahu może się jednak przeliczyć, jeśli idzie o polityczne gesty w Warszawie. Jak wynika z tajnego opracowania izraelskiego MSZ, do którego dotarli dziennikarze jednej ze stacji telewizyjnych, okno do dogadania się z Saudami w kwestii Palestyny – jeśli kiedykolwiek było otwarte – już się zamknęło. Wskazywałby na to fakt, że kwestia palestyńska została odebrana następcy tronu Muhammadowi ibn Salmanowi – de facto rządzącemu w Rijadzie – a wróciła do króla Salmana, który jest mniej skłonny do ustępstw niż jego syn. Raport potwierdza to, o czym w grudniu 2018 r. doniósł "Wall Street Journal". Według dziennika w związku z aferą po zabójstwie Dżamala Chaszukdżiego stanowiska w Rijadzie straciły osoby, które były orędownikami zbliżenia z Izraelem. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj