Poznaliśmy również treść oświadczenia Yad Vashem, w którym znajduje się uzasadnienie dla nadania najwyższego odznaczenia cywilnego w Izraelu konsulowi w Bernie, który wystawiał Żydom południowoamerykańskie paszporty pozwalające przetrwać Zagładę. W dokumencie wspomniany jest również kierujący podczas II wojny światowej polskim poselstwem w Szwajcarii Aleksander Ładoś i jego zastępca Stefan Ryniewicz. Mowa także o pozostałych członkach grupy berneńskiej.

Reklama

Zarówno w wersji anglojęzycznej, jak i tej napisanej po hebrajsku znajdują się jednak nieścisłości. W anglojęzycznej Ładoś i Ryniewicz są określani jako konsulowie. W hebrajskiej występują jako "pracownicy" poselstwa. W rzeczywistości Ładoś (występujący w dokumencie Yad Vashem jako Lados Alksander) był najwyższym rangą dyplomatą, pełniąc od maja 1940 r. do lipca 1945 r. misję posła w Bernie.

Ryniewicz z kolei w latach 1940–1945 był zastępcą Ładosia i jednym z czterech dyplomatów wtajemniczonych w działalność grupy berneńskiej: nieformalnego związku polskich dyplomatów i przedstawicieli organizacji żydowskich, którego celem była produkcja fałszywych paszportów państw Ameryki Łacińskiej. Spokrewniona z Konstantym Rokickim Małgorzata Sadkowska (jej pradziadek był bratem ojca konsula) w rozmowie z nami mówi, że jest zaszczycona faktem nadania tytułu Sprawiedliwego wśród Narodów Świata jej krewnemu. Dziwi się jednak, że w gronie uhonorowanych znalazła się tylko jedna z osób tworzących grupę berneńską.

Pierwszą osobą, która powinna takim tytułem zostać uhonorowana, jest Aleksander Ładoś. Decyzja Yad Vashem była dla mnie trudna do zrozumienia. Zadawałam sobie pytanie, dlaczego Ładosia nie ma w tym gronie. Podobnie jak Stefana Ryniewicza - mówi DGP i dziennik.pl Małgorzata Sadkowska. Dla mnie i dla mojej rodziny ważne jest to, aby uwzględniona została rola pozostałych uczestników grupy berneńskiej. Jej działalność nie była tylko kwestią Konstantego Rokickiego. Będę próbowała to tłumaczyć, bo to jest ważne również dla rodzin pozostałych dyplomatów - dodaje.

O roli i znaczeniu Rokickiego w akcji ratowania Żydów napisaliśmy w DGP w sierpniu 2017 r. jako pierwsi. Przyszły konsul urodził się w 1899 r. w Warszawie. Był podporucznikiem kawalerii w czasie wojny polsko-bolszewickiej, a później urzędnikiem konsularnym. W Bernie pracował w latach 1939–1945. Po zakończeniu wojny odmówił służby władzom komunistycznym i uznał się za bezpaństwowca. Zmarł w Lucernie 18 lipca 1958 r. Ostatnie lata przeżył jako uchodźca polityczny w przytułkach dla ubogich. W ubiegłym roku ambasada polska w Bernie ustaliła miejsce jego pochówku, a w październiku 2018 r. prezydent Andrzej Duda wziął udział w uroczystości odsłonięcia jego nowego nagrobka.

Reklama

Grupa berneńska, której członkiem był Rokicki, latach 1941–1943 produkowała fałszywe paszporty latynoamerykańskie, które ratowały od wywózki Żydów do obozów zagłady. Poza Rokickim tworzyli ją Ładoś, Ryniewicz i attaché ds. żydowskich Juliusz Kühl. Ze strony organizacji żydowskich – syjonistyczny adwokat, przedwojenny poseł na Sejm Abraham Silberschein oraz urodzony w Ustrzykach Dolnych ortodoksyjny rabin Chaim Eiss.

W latach 1941–1944 Rokicki wypisał ręcznie paszporty Paragwaju dla co najmniej 2200 osób, a dla kolejnych 2000 sfabrykował poświadczenia paragwajskiego obywatelstwa. Pieniądze na zakup blankietów i przekupywanie konsula honorowego Paragwaju, berneńskiego notariusza Rudolfa Hügliego, który potwierdzał dokumenty, pochodziły przede wszystkim ze zbiórek organizowanych przez amerykańskich i szwajcarskich Żydów. Część pieniędzy stanowiły fundusze przekazywane przez rząd Rzeczypospolitej na uchodźstwie.

Rokicki pomógł ocalić m.in. przyjaciółkę Anny Frank, późniejszego rabina Amsterdamu, Żydów z Polski, Francji, Holandii, Niemiec, Słowacji i innych krajów. Jedną z osób, dla których sporządził dokument, był późniejszy minister spraw zagranicznych RP Adam Rotfeld. Ładoś i Ryniewicz bronili procederu przed szwajcarskimi władzami. Część paszportów powstawała na bezpośrednie polecenia od MSZ i innych ministerstw w rządzie londyńskim. Żydzi będący obywatelami państw neutralnych trafiali do obozów przejściowych; Niemcy rozważali opcję ich wymiany na jeńców wziętych do niewoli przez aliantów. Ta okoliczność dawała pewną szansę na przetrwanie wojny.