Michał Woś ocenił w rozmowie z PAP, że polski sposób pomocy "na miejscu" w krajach dotkniętych konfliktami zbrojnymi jest dostrzegany na świecie - zarówno w krajach europejskich, jak i w Stanach Zjednoczonych. Świadczy o tym - jego zdaniem - po pierwsze, ustąpienie Unii Europejskiej od przymusowych mechanizmów relokacji, co, jak podkreślił Woś, nastąpiło pod wpływem "zdecydowanego oporu" polskiej dyplomacji, ale także udziału Polski w konferencji amerykańskiego Departamentu Stanu dot. wolności religijnej, która odbyła się w połowie lipca.

Reklama

Trzydniowa konferencja, określana jako największe w historii zgromadzenie w obronie wolności religii, została zorganizowana z inicjatywy sekretarza stanu Mike’a Pompeo po raz drugi.

Minister Woś wraz z przedstawicielami władz Węgier, Niemiec i Republiki Południowej Afryki wziął udział w dyskusji panelowej zatytułowanej „Wolność religii a współpraca rozwojowa i pomoc humanitarna”. W wystąpieniu otwierającym dyskusję Woś przedstawił filozofię i założenia polskich programów pomocy humanitarnej, w tym programów pomocy dla ofiar prześladowań religijnych w północnym Iraku.

Spośród 115 międzynarodowych, międzyrządowych delegacji, Polska została wyróżniona i poproszona o przedstawienie swojej koncepcji pomocy na miejscu - tej naszej wizji, która jest najbardziej skuteczną metodą pomocy i wsparcia dla osób uciekających z miejsc niebezpiecznych, z konfliktów zbrojnych - podkreślił Woś.

Ponadto, jak wskazał minister, w Unii Europejskiej podnoszona jest kwestia migracji, ale przy tej okazji nie mówi się już o mechanizmach przymusowych. UE pod wpływem grupy państw wyszehradzkich, pod wpływem polskiej dyplomacji, odstąpiła od mechanizmów przymusowych" - zauważył. Zaznaczył również, że UE utworzyła Instrument Pomocy dla Uchodźców w Turcji. Polega on - wyjaśnił Woś - na wsparciu pomocy na miejscu dla uchodźców syryjskich ze środków unijnych i budżetów poszczególnych państw członkowskich. To - zdaniem ministra - "jest zupełnie nowy przejaw zrozumienia dla polskiego punktu widzenia".

Reklama

My będziemy podkreślać, że nasza koncepcja i polska filozofia pomocy na miejscu jest skuteczna - powiedział. Dodał, że filozofia ta opiera się po pierwsze, na odruchu serca, by pomagać krajom dotkniętym konfliktem, ale z drugiej strony pojawia się kwestia "twardego polskiego interesu narodowego". My, pomagając na miejscu i promując ten model pomocy zmniejszamy presję migracyjną - zaznaczył Woś. Dzieje się tak, ponieważ prowadzimy do tego, by obywatele tych państw nie chcieli stamtąd uciekać - wyjaśnił.

Minister podkreślił, że nie wszystkie osoby w krajach dotkniętych wojną chcą stamtąd wyjeżdżać. Oni mają swoje ojczyzny, są przywiązani do swojej ziemi, kultury, tożsamości narodowej i do swoich rodzin. Wielu z tych ludzi chciałoby tam zostać, ale warunki i sytuacja państwa na to nie pozwala - zauważył. Dlatego - podkreślił Woś - "w naszym interesie jest taka organizacja pomocy, żeby to było możliwie najsensowniej ukształtowane".

Musimy wypracowywać takie mechanizmy, które pozwolą nam zachować bezpieczeństwo, a krajom dotkniętym konfliktem pozwolą zachować kulturę - podkreślił Michał Woś. W ramach współpracy rozwojowej chcemy wspierać te państwa, żeby były w stanie samodzielnie funkcjonować i żeby były w stanie zatrzymać swoich obywateli w kraju - zaznaczył. Wskazał, że polska pomoc na miejscu polega na "zapewnianiu żywności, dachu nad głową oraz wsparcia medycznego, czy też edukacyjnego tam, gdzie są uchodźcy lub prześladowani".

Zdaniem ministra, ten rodzaj pomocy jest "bardziej skuteczny, efektywny i ma minimalne koszty biurokratyczne". Nasza pomoc polega na współpracy polskich organizacji z tamtejszymi, na wsparciu i współpracy z lokalnymi kościołami. Środki na projekty, w które zaangażowani są ludzie po drugiej stronie, są lepiej wykorzystywane, bo nie ma kosztów pośrednich - powiedział Woś. Dodał, że kwota przeznaczona na wsparcie rozwojowe ze środków Polski w 2018 roku wyniosła 2,8 mld zł.