"Bezpieczeństwo zaczyna się na granicach. Oprócz przedłużenia kontroli na granicy z Austrią, poleciłem Policji Federalnej (Bundespolizei), by zintensyfikowała kontrole wyrywkowe na innych odcinkach niemieckiej granicy" - poinformował w niedzielę późnym wieczorem na Twitterze szef MSW. Jak wyjaśnił, chodzi w tej decyzji o zwalczanie tzw. migracji wtórnej, czyli zapobieganie przedostawania się do Niemiec migrantów pochodzących spoza UE, którzy jednak są już w strefie Schengen i wykorzystują brak "twardych" granic, by znaleźć się w RFN.

Reklama

Co prawda układ z Schengen, do którego należy 26 europejskich krajów, przewiduje zniesienie kontroli na wewnętrznych granicach, to w konkretnych sytuacjach państwa mogą je tymczasowo ponownie wprowadzić. Dzieje się tak m.in. podczas masowych imprez sportowych. Jesienią 2015 roku Niemcy wprowadziły ponownie kontrole na granicy z Austrią w związku z kryzysem migracyjnym. Od tamtego czasu są one regularnie przedłużane. "Wciąż mamy do czynienia z dużą liczbą przypadków nielegalnego przekraczania granicy" - mówił w ubiegłą środę rzecznik MSW Steve Alter, uzasadniając dalsze utrzymanie kontroli. W pierwszych ośmiu miesiącach br. policja federalna zatrzymała na granicy z Austrią 6 749 nielegalnych imigrantów. 3 792 osoby zostały deportowane. W 2018 roku złapano 11 464 osoby, wydalono - 6 208.

Oprócz tego patrole Bundespolizei i policji landowych regularnie zatrzymują do wyrywkowych kontroli na terenach przygranicznych w całym kraju samochody o obcych rejestracjach i autokary. Współrządzący w Niemczech socjaldemokraci uważają "zasadniczo za słuszne zabezpieczanie granic i zwalczanie nielegalnej imigracji" - jak mówiła w rozmowie opublikowanej w poniedziałek przez dzienniki lokalnej grupy medialnej RND wiceszefowa frakcji SPD w Bundestagu Eva Hoegl. "Jednocześnie otwarte granice są dla Europy dużym osiągnięciem i dobrem. Byłoby zatem lepiej nie podejmować decyzji o kontrolach jednostronnie, tylko w porozumieniu z europejskimi partnerami" - przekonywała.

Tymczasem opozycyjna partia Zielonych uważa intensyfikację wyrywkowych kontroli za błąd. "Jest to nie tylko niebezpieczny antyeuropejski sygnał, ale też nadwyrężanie możliwości policji federalnej" - oznajmiła RND posłanka ugrupowania Irene Mihalic.

Z kolei przewodnicząca największego opozycyjnego klubu w Bundestagu prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD) Alice Weidel zwracała uwagę w ubiegłym tygodniu, że na terytorium RFN znajduje się ok. 600 tys. nielegalnych imigrantów spoza UE. "Większość z nich przekroczyła niezauważenie naszą granicę i nie figuruje w żadnych rejestrach. Część +zakonspirowała się+ po odrzuceniu ich wniosków o azyl. Kto przebywa nielegalnie w naszym kraju, musi go opuścić" - domaga się polityk AfD.

Reklama