Z godziny na godzinę w Birmie robi się coraz bardziej dramatycznie. Najgoręcej jest przed główną świątynią w Rangunie - pagodą Sule. Budynek otacza kordon uzbrojonych po zęby
żołnierzy. Na wprost nich usiadł tłum demonstrantów. To głównie studenci i mnisi buddyjscy, którzy od 10 dni domagają się uwolnienia kraju spod wojskowej władzy i przywrócenia w nim
demokracji.
Kiedy ludzie nie zareagowali na rozkaz rozejścia się, padły strzały. Wojsko najpierw strzelało w powietrze, a potem skierowało lufy karabinków automatycznych w kierunku ludzi. Telewizja CNN
podaje, że co najmniej 10 osób zostało zabitych. Wielu rannych jest w ciężkim stanie. Ilu dokładnie, tego nie wiadomo. Wiadomości napływające z Birmy są skąpe, gdyż wojskowy reżim
blokuje przepływ informacji.
Zabici zostali też dwaj cudzoziemcy - operator japońskiej telewizji publicznej NHK i fotoreporter. Nie wiadomo jakiej narodowości. Informację o śmierci Japończyka potwierdziła japońska ambasada.
Wiadomo o czterech incydentach, w których wojsko strzelało do ludzi albo biło protestujących. Pobitych lub aresztowanych zostało około stu buddyjskich mnichów, m.in. przy świątyni Ngwe Cha Yan.
Od wtorku w Birmie obowiązuje zakaz zgromadzeń. To oznacza, że służby porządkowe mogą wszelkimi sposobami zmuszać ludzi do rozejścia. Wtrącać do więzień za łamanie rozkazu, bić, a
nawet bezkarnie do nich strzelać.
Rząd nie zamierza ustąpić przed demonstrantami. Rzuca coraz większe siły mundurowych przeciw ludziom, by pokazać swą siłę. Władza nie zgodzi się na demokrację, bo to oznaczałoby, że
nowy rząd osądzi dotychczas piastujących wysokie stanowiska zbrodniarzy. Za znęcanie się nad ludźmi, zabijanie i wtrącanie do więzień bez powodu grozi nawet kara śmierci.
Parlament Europejski wezwał Rosję i Chiny, by zaprzestały blokować w Radzie Bezpieczeństwa ONZ potępienie brutalnego tłumienia pokojowych manifestacji w Birmie. Wczoraj Rada Bezpieczeństwa
potępiła władze Birmy za użycie siły, ale z powodu rosyjskiego i chińskiego sprzeciwu nie przyjęła formalnej rezolucji.
Eurodeputowani apelują także do "27 państw członkowskich Unii Europejskiej o pilne skontaktowanie się ze Stanami Zjednoczonymi, ASEAN-em i innymi członkami wspólnoty międzynarodowej,
by pilnie wprowadzić sankcje gospodarcze przeciwko juncie birmańskiej.