Szaleniec zabił cztery, a ranił dziewięć osób w wenezuelskim klubie w Caracas, podczas występu brytyjskiego DJ-a Carla Coxa. Strzały padły kilka minut po rozpoczęciu imprezy. Zabójca uciekł, pozostawiając ciała ofiar na parkiecie.
Cox występował w weekend w klubie "La Rinconada Terrace" w samym centrum wenezuelskiego Caracas. Na imprezie bawiło się siedem tysięcy osób.
"Nikt nie sprawdzał wchodzących, więc ten koleś spokojnie mógł wnieść broń" - relacjonuje na forum internetowym świadek, który nagrywał koncert i kamerą uchwycił także moment, w którym padły strzały.
Policja podejrzewa, że zamachowiec wykonał wyrok na którymś z lokalnych gangsterów.
"Po wydarzeniach tamtej nocy jestem w szoku" - przyznaje Carl Cox. "Moje szczere wyrazy współczucia dla rodzin ofiar, których bliscy ucierpieli w czasie tej imprezy" - pisze na swojej stronie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl