Polska Agencja Prasowa: Dlaczego w artykule podpisanym przez Władimira Putina pojawia się tak wiele przekłamań dotyczących łatwo weryfikowalnych faktów historycznych, takich jak rzekome wizyty Hitlera w stolicach Europy?

Reklama

Prof. Andrzej Nowak: Myślę, że mogą być dwa wytłumaczenia. Wydaje się, że Putin odczuwa, wynikającą z jego sowieckiego patriotyzmu, autentyczną potrzebę podpisania swoim nazwiskiem stalinowskiej polityki. Ta interpretacja historii ma obowiązywać każdego Rosjanina i każdego sympatyka Rosji na całym świecie. Putin naprawdę chce być historykiem chwalącym stalinowską Rosję.

Drugą przyczyną jest gra polityczna polegająca na odwoływaniu się do „klubu silnych”, do którego należy Rosja. To założenie, że wyłącznie silni mają monopol na prawdę. W tym kontekście Putin stwierdza również, że Polska nie chciała wybrać między Hitlerem a Stalinem. Prezydent Rosji jasno deklaruje, że należało wybrać Stalina i zgodzić się na obcięcie o połowę swojego terytorium. Sugeruje, że to pozwoliłoby na uniknięcie II wojny światowej lub doprowadzenie do szybkiego zwycięstwa ZSRS, bo Stalin od początku byłby przeciwko Rzeszy.

Tego rodzaju interpretacja, niezależnie od swojej absurdalności historycznej, trafia na bardzo podatny grunt w dużej części środowiska politycznego w USA. Tak zwany realizm polityczny spod znaku Henry’ego Kissingera jest bardzo silny. Zakłada on podział świata na strefy wpływów, w których małe państwa nie mają prawa do buntu, ponieważ wynikają z tego wyłącznie wielkie nieszczęścia.

Czy takie myślenie ma duże szanse na zdobycie oddźwięku wśród elit politycznych Europy?

Taki pogląd jest bardzo silny w wielu krajach europejskich, m.in. w Niemczech. Myślę, że to istotny kontekst tego artykułu, chociaż być może nie był on brany pod uwagę podczas jego przygotowywania. Publikacja zbiegła się bowiem z publikacją informacji o przeniesieniu części wojsk USA z Niemiec do Polski oraz zapowiedzią wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie, która jest świadectwem szczególnych stosunków polsko-amerykańskich.

Obecna sytuacja oznacza wzmocnienie pozycji geopolitycznej Polski, ale również włożenia przez Putina dźwigni między Europę a USA. Przekaz Kremla jest jasny: spójrzcie, Amerykanie znów podejmują grę, która osłabi Europę. Tym samym Putin powraca do stałej narracji, w której to Niemcy mają być głównym kierownikiem europejskiej polityki. Jest to także apel Władimira Putina do innych polityków rozumujących podobnymi kategoriami. Prezydent Rosji kieruje do nich „ostrzeżenie”, że nie można pozwolić, aby mniejsze państwa, takie jak Polska, miały prawo zabiegania o swoje bezpieczeństwo i interesy. W domyśle to sugestia, żeby „coś zrobić” i nie dopuścić do spowodowania kolejnej wojny światowej z winy Polski.

Reklama

Pierwszym istotnym krokiem mogłoby być wycofanie wojsk amerykańskich z Europy Środkowej i oddanie tej naturalnej strefy wpływów pod kontrolę Rosji, która jako ZSRS zapracowała na to bezprzykładnym bohaterstwem swoich żołnierzy w II wojnie światowej. Jest to również sygnał wysłany do Berlina. Putin sugeruje, że utrzymanie dominującej pozycji Niemiec w Europie jest możliwe wyłącznie dzięki partnerstwu z Rosją z pominięciem tzw. osła trojańskiego USA, czyli Polski.

Autor artykułu wspomina też o tzw. rewizjonizmie historycznym panującym w Europie. Co tak naprawdę ma na myśli Władimir Putin?

Warto czytać ten tekst w kontekście programu polityki historycznej zdefiniowanego w wydawanym od kilku miesięcy czasopiśmie „Russia in Global Affairs”. Zakłada ona m.in. odwoływanie się do wielu środowisk zagrożonych owym rewizjonizmem. Czasopismo to wymienia m.in. środowiska żydowskie, które mogą być zaniepokojone mówieniem, że nie tylko przedstawiciele ich narodu i jeńcy sowieccy byli ofiarami II wojny światowej, lecz również inne narody Europy Środkowej i Wschodniej. Ich los został opisany nie tak dawno w książce Timothy’ego Snydera „Skrwawione ziemie”. Putin proponuje konsens pomijający te ofiary II wojny. Szczególnym kultem mają być otoczone rosyjskie, już nawet nie sowieckie, ofiary tego konfliktu. W tym kontekście każdy, kto chciałby przypomnieć o Katyniu czy pakcie Ribbentrop-Mołotow oraz milionach ofiar porozumienia sowiecko-niemieckiego, jest rewizjonistą.

Taka narracja jest chętnie przyjmowana także przez koła „sympatyków postępu” na całym świecie, którzy postrzegają rolę Związku Sowieckiego w II wojnie jako wyłącznie pozytywną. Ich celem jest więc wymazywanie jakiegokolwiek wspomnienia o pierwszych dwudziestu miesiącach wojny, podczas których trwała intensywna współpraca niemiecko-sowiecka, która przyniosła setki tysięcy ofiar. Szczególnie niechętnie przyjmowany jest fakt, że zielone światło dla II wojny światowej zostało zapalone w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. Jest to dla nich skandaliczne oskarżenie „postępowej części ludzkości” o współpracę w wybuchu wojny. Na takie teksty można trafić w „Le Monde Diplomatique” i innych lewicowych periodykach reprezentujących punkt widzenia liberalno-lewicowych elit. Można powiedzieć, że opublikowany artykuł nie jest wyłącznie cyniczną kalkulacją Putina, ale również realistycznym wskazaniem tym środowiskom zagrożenia działaniami Polski i „rewizjonizmem historycznym”.

Czy opublikowany wczoraj tekst zawiera więc jakiekolwiek nowe elementy kremlowskiej narracji historycznej?

Nowym elementem jest widniejący pod nim podpis Władimira Putina. Jest to ujawnienie prezydenta Rosji jako historyka. Jest to rzecz absolutnie bez precedensu, bo nawet Józef Stalin nie podpisał się pod „Krótkim kursem historii WKP(b)”. Uczestniczył wyłącznie w redagowaniu tego swego rodzaju podręcznika historycznego, ale nie umieścił tam swojego nazwiska. Tymczasem Putin w tym obszernym artykule, będącym de facto interpretacją całej II wojny światowej, ujawnia się światu jako historyk. To swego rodzaju pieczątka przystawiona na tym gigantycznym kłamstwie podniesionym do potęgi entej wobec czasów stalinowskich.

W tekście nie ma także wzmianki o jakichkolwiek zbrodniach sowieckich…

W tym artykule nie pojawia się słowo Katyń, ale wymieniony jest Chatyń. To powrót propagandowej sztuczki z czasów stalinowskich, w której w miejsce sowieckiej zbrodni popełnionej na skutek decyzji władz ZSRS podstawiono fakt wymordowania ludności białoruskiej wsi Chatyń przez Niemców. Do tej manipulacji sowieckiej propagandy Putin dołożył nowy element i postawił duży krok na tej drodze kłamstwa. W swoim tekście sugeruje, że Chatyń był dziełem kolaborantów Hitlera. Sugestia jest jasna: byli to Polacy, bo to oni w przekonaniu dużej części opinii międzynarodowej są głównymi kolaborantami Hitlera. W domyśle więc Polacy odpowiadają również za Katyń, a więc „wymordowali samych siebie”. To wniosek rodem z „Rewizora” Nikołaja Gogola, w którym wdowa po podoficerze „wychłostała się sama”. To ten poziom absurdu i zakłamania, który osiągnął Putin w swoim tekście. Wznosi sowieckie kłamstwa na poziom wyższy, niż robił to Stalin.