Sarkozy był nieobecny na posiedzeniu sądu. Reprezentował go jego adwokat i przyjaciel Thierry Herzog.

Reklama

Proces miał się rozpocząć w marcu, ale został przełożony z powodu hospitalizacji prawnika Jerome'a Lavrilleux, głównego bohatera sprawy, byłego zastępca dyrektora kampanii Sarkozy'ego. Lavrilleux opowiedział w 2014 roku w telewizji o systemie fałszywych faktur, który rzekomo pozwalał prawicowej partii, wówczas zwanej UMP (Unia na rzecz Ruchu Ludowego), na opłacenie wieców wyborczych, przy rzekomym współudziale firmy public relations Bygmalion.

Afera Bygmalion

Prokuratorzy twierdzą, że firma Bygmalion umożliwiła wydanie w kampanii sumy dwukrotnie wyższej niż limit 22,5 mln euro wyznaczony przez prawo wyborcze.

Wysokość budżetu na kampanię regulowana jest przepisami, aby była ona równa dla kandydatów. Wszczęte w 2014 roku śledztwo wykazało istnienie rozbudowanego systemu fałszywych faktur. Niektórzy menedżerowie Bygmaliona przyznali się do oszustw księgowych.

W przeciwieństwie do 13 innych współoskarżonych, którzy stawili się przed sądem - byłych dyrektorów i księgowych Bygmaliona i partii UMP, oskarżonych o oszustwa lub współudział - były prezydent nie ma zarzutu stworzenia systemu fałszywych faktur, mających ukrywać nadmierne wydatki na jego kampanię, który ujawniony został przez Lavrilleuxa.

Według oskarżenia Sarkozy pozwolił jedynie, by wydatki wzrastały pomimo kilku wyraźnych ostrzeżeń o ryzyku przekroczenia pułapu. Prokuratorzy uważają, że były szef państwa "niewątpliwie" skorzystał na oszustwie, które pozwoliło mu dysponować "znacznie większymi środkami" niż dozwolonymi przez prawo.

Wcześniej były prezydent zapowiadał, że nie będzie uchylał się od odpowiedzi na żadne pytania, ale stawi się jedynie na te rozprawy, które będą go dotyczyć bezpośrednio. Jego przesłuchanie zaplanowano na 14 czerwca. Grozi mu rok pozbawienia wolności i grzywna w wysokości 3750 euro.

Sarkozy do tej pory zaprzeczał, by jego kampania została sfinansowana nielegalnymi pieniędzmi. Zwracając się do sędziów śledczych za każdym razem pytał: "gdzie są pieniądze?", sugerując, że niektórzy ludzie z jego partii mogli je niewłaściwie wykorzystać.

Jeśli Sarkozy zostanie uznany za winnego, to może być po raz drugi skazany na karę więzienia. 1 marca sąd w Paryżu, w procesie dotyczącym tzw. afery podsłuchowej, skazał go na trzy lata pozbawienia wolności, w tym na dwa lata w zawieszeniu za korupcję i handel wpływami.

Byłemu prezydentowi zarzucano, że usiłował nielegalnie uzyskać tajne informacje od byłego sędziego Sądu Kasacyjnego Gilberta Aziberta. Sarkozy komunikował się w tej sprawie w 2014 roku z Thierrym Herzogiem, swoim adwokatem i przyjacielem, za pomocą tajnego telefonu, pod fałszywą tożsamością, jako Paul Bismuth.

Herzog i Sarkozy rozmawiali o "możliwości skorzystania z faktu, że w Sądzie Kasacyjnym był sędzia, który był im przychylny", zidentyfikowany później jako Azibert. Sędzia w zamian za swoją przychylność miał liczyć na otrzymanie stanowiska w Monako.

Informacje Aziberta miały dotyczyć wszczętego w 2013 roku śledztwa w sprawie rzekomych nielegalnych płatności, które Sarkozy miał otrzymywać od miliarderki Liliane Bettencourt, spadkobierczyni koncernu L'Oréal, na finansowanie kampanii wyborczej w 2007 roku.

Na trzy lata więzienia, w tym dwa lata w zawieszeniu skazani zostali również Herzog oraz sędzia Azibert.

Reklama

Nicolas Sarkozy wycofał się z życia politycznego po porażce w prawyborach partyjnych przed wyborami prezydenckimi w 2017 roku. W czasie swojego urzędowania tracił na popularności, stając się jednym z najmniej popularnych prezydentów V Republiki. Był postrzegany przez opinię publiczną jako "prezydent bogatych".