ALEKSIEJ MAKARKIN*: Mimo wszystko przez te dziesięć lat rządów Putina Rosjanom żyło się lepiej niż za prezydentury Borysa Jelcyna, poprawiły się warunki na rynku pracy, wzrosły pensje. A o
kryzys na razie oskarżane są siły zewnętrzne: USA czy oligarchowie, którzy zamykają fabryki. Faktycznie jednak kryzys obnażył błędy polityki Putina. Sytuacja gospodarcza nadal zależy od
czynników zewnętrznych, w tym koniunktury na surowce energetyczne.
Putin starał się to zmienić, wprowadzając becikowe czy ułatwienia podatkowe dla rodziców. Ale prawda jest taka, że aby utrzymać rodzinę, muszą pracować oboje małżonkowie, co z trudem
pozwala na posiadanie choć jednego dziecka. Władza ma na to niewielki wpływ.
Być może by się opłaciło, gdyby ten czas wykorzystano na umocnienie instytucji państwowych. Tego jednak nie zrobiono i paradoksalnie może się okazać, że obecny system sprzyja raczej
destabilizacji. Na świecie panuje kryzys. W Wielkiej Brytanii zbliżają się wybory, więc wyborcy skanalizują swoją wściekłość, głosując na opozycję. A w Rosji, jeśli nadejdzie druga
fala kryzysu i Rosjanie przestaną ufać władzom, jaką opozycję będą mogli poprzeć, skoro taka praktycznie nie istnieje? Zamiast zagłosować, otwarcie wystąpią przeciwko władzom.
Jeśli kryzys szybko minie, Rosjanie nadal będą wysoko oceniać przywództwo Putina, a ten będzie mógł mówić, że "suwerenna demokracja" zdała egzamin w czasie recesji.
Jeśli jednak kryzys potrwa dłużej, załamie się system bankowy lub rynek pracy, ocena tej dekady może być znacząco inna.
*Aleksiej Makarkin, wiceszef moskiewskiego Centrum Technologii Politycznych