Dziennik Gazeta Prawana logo

Po wyborach nie poznamy nazwiska nowego prezydenta USA? To możliwe

2 listopada 2012, 17:33
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Barack Obama Mitt Romney
Po wyborach nie poznamy nazwiska nowego prezydenta USA? To możliwe/AP
Możliwe, że 7 listopada rano obudzimy się wciąż nie znając nazwiska nowego prezydenta USA - przewiduje ekspert systemu politycznego USA prof. Jeremy Mayer. Może okazać się, że w kilku stanach wynik zostanie zakwestionowany, co oznacza długą batalię w sądach.

- powiedział Mayer, politolog z George Washington University, na spotkaniu z grupą brukselskich korespondentów.

Zdaniem eksperta prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest większe niż kiedykolwiek. Wynika to między m.in. z bezprecedensowej polaryzacji polityki USA oraz z faktu, że w wielu stanach, w tym w kluczowych dla wyniku wyborów tzw. stanach wahających się - swing states (gdzie ani Demokraci ani Republikanie nie mają wyraźnej przewagi), zmieniły się w tym bądź ubiegłym roku zasady wyborcze.

- wyjaśnia Mayer.

Zwłaszcza, że obaj kandydaci idą w sondażach łeb w łeb. Zarówno Demokraci jak i Republikanie wiedzą, że ostateczny wybór prezydenta może rozstrzygnąć się w jednym stanie. Każdy głos oddany w swing states będzie więc bardzo ważny.

Tymczasem o pomyłki będzie łatwo, bo zdaniem eksperta , który jest niesłychanie skomplikowany ze względu na federalizm. Zasady prawa wyborczego bardzo się różnią w zależności od stanu, a w przeciwieństwie do innych państw, w większości stanów USA nie istnieje bezstronny system administracji wyborczej. Ekspert przekonuje też, że system jest szalenie niedofinansowany oraz niedokładny (poziom błędów i ryzyko nadużyć są znacznie wyższe niż w Europie), bo za przeprowadzenie wyborów odpowiadają lokalnie poszczególne stany.

Wady amerykańskiego systemu wyborczego, dodaje Mayer, ujawniły się w wyborach w 2000 roku, kiedy o wygranej George'a W. Busha z Alem Gore'em zdecydowały liczone długo po wyborach głosy na Florydzie.

Zdaniem eksperta, jeśli w tym roku wynik w jednym czy kilku stanach wahających się zostanie zakwestionowany, to oznacza to prawdziwą "wojnę sądową", przy której kontrowersje po wyborach na Florydzie w 2000 r. to była zaledwie "wojenka".

Wiele osób wciąż kwestionuje rzetelność ówczesnego głosowania, wskazując na wadliwe karty do głosowania na Florydzie. Ostateczną decyzję o przyznaniu głosów elektorskich Bushowi podjął Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych, co wywołało oskarżenia o jego polityczną stronniczość (przewaga konserwatystów). Różnica między Bushem a Gore'em na Florydzie wyniosła zaledwie 537 głosów.

W tym roku, zdaniem Mayera, jeśli dojdzie do takich kontrowersji, to będzie znacznie trudniej je rozwiązać, bo żadna ze stron nie będzie chętna, by zaakceptować wyroki sądów, nawet jeśli to będzie wyrok Sądu Najwyższego. - powiedział.

Wzajemne podejrzenia rozpoczęły się jeszcze przed głosowaniem. Republikanie zakwestionowali wiarygodność danych o spadku bezrobocia, opublikowanych w ubiegłym miesiącu przez niezależny urząd statystyczny, a niektórzy Demokraci mają podejrzenia w stosunku do powiązanych z Republikanami firm, które dostarczają maszyny do liczenia głosów.

Demokraci boją się, że wielu biednych wyborców zrezygnuje z głosowania z powodu ogromnych kolejek w niektórych stanach do lokali wyborczych, które wynikają ze złego przygotowania do głosowania. Zwłaszcza, że wybory odbywają się w dniu roboczym i nie wszystkich może być stać na wzięcie kilku godzin wolnego albo zapłacenie opiekunce za zajęcie się dziećmi.

Republikanie z kolei boją się o oszustwa wyborcze - głosy nielegalnych imigrantów oraz możliwość wielokrotnego głosowania przez tę samą osobę, co miało miejsce w Chicago w listopadzie 1960 roku. Zdaniem Mayera to może motywować Republikanów do pilnowania wyborów z niesłychanym zapałem, zatrudniając tysiące osób w roli obserwatorów w swing states.

Innym, choć mało prawdopodobnym scenariuszem wyborczym jest tzw. "electoral college tie", czyli gdyby okazało się, że obaj kandydaci zdobędą tę samo liczbę głosów elektorskich, co zdarzyło się dwukrotnie w historii prezydenckich wyborów. Wówczas, jak przewiduje konstytucja, prezydenta USA wybiera Izba Reprezentantów, a wiceprezydenta Senat. Niewykluczony jest więc scenariusz, że prezydentem będzie Mitt Romney, a wiceprezydentem Joe Biden, jeśli Demokraci utrzymają przewagę w Senacie.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj