Choć Andrzej Duda od dziewięciu lat przybywa na bezpłatnym urlopie, to nadal jest zatrudniony jako wykładowca prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, co wypomniał mu kilka dni temu Bronisław Komorowski. Teraz wyszło na jaw, że w tym czasie choć pobierał poselską pensję, to dorabiał też jako wykładowca w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji w Poznaniu - miał tam etat, co potwierdził resort nauki.
"To wzbudziło wątpliwości, czy miał prawo pobierać z Sejmu pensję poselską. Przysługuje ona "posłom zawodowym", którzy w swojej pracy wzięli bezpłatny urlop. Duda taki urlop miał, ale tylko na Uniwersytecie Jagiellońskim. W tym czasie dorabiał w Poznaniu. W uzasadnionych przypadkach prawo pozwala posłom łączyć pracę zawodową z pobieraniem poselskiej pensji. Zgodę na to musi wyrazić Prezydium Sejmu. W takiej sytuacji pensja poselska zostaje pomniejszona o to, co poseł zarabia w swojej pracy", podaje "Gazeta Wyborcza".
mówi "Gazecie Wyborczej" wysoki rangą urzędnik Kancelarii Sejmu.
Ta wiedziała także, że Duda ma urlop bezpłatny w Krakowie i w Poznaniu pracuje oraz, że zdecydował się pobierać pomniejszoną pensję poselską - o zarobki z prywatnej uczelni.
A że zadeklarował 1,7 tys. zł miesięcznie, to o tyle były one pomniejszone. W rzeczywistości miało to być ponad 5,2 tys. zł.
"Duda skorzystał z furtki zapisanej w ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora z 1996 r. Art. 33 mówi, że działalności z tytułu praw autorskich poseł nie musi zgłaszać Sejmowi", wyjaśnia gazeta. Sztab Dudy nie chciał się jednak odnieść do pytania, o jakie prawa autorskie chodzi.
- komentuje prof. Gizbert-Studnicki, kieruje Katedrą Teorii Prawa na krakowskiej uczelni.
CZYTAJ TEŻ: SONDAŻ dziennikarzy: Duda o włos przed Komorowskim! >>>