Jak to możliwe, że w 2014 roku w kraju średniej wielkości jakim jest Polska, w którym do wyborów idzie 30-40 proc. społeczeństwa, na oficjalne wyniki głosowania czeka się nawet ponad dobę? Po tym, jak przejrzeliśmy dokładnie historię informatycznych przetargów ogłaszanych przez Krajowe Biuro Wyborcze, okazało się, że KBW rok temu ogłosiło tak źle przygotowany przetarg na System Wyborczy 2.0, czyli specjalną platformę, która miała wreszcie zinformatyzować wybory, że samo musiało unieważnić konkurs. Efekt: bałagan, wieszający się system i wciąż brak całościowych wyników głosowania.

Reklama

Godzina 6 rano, czyli 9 godzin po zakończeniu wyborów samorządowych, a PKW na konferencji przekazuje, że ma obliczone dane z ledwie 0,9 procenta okręgów w Warszawie. - W krótkim czasie jest przesyłana bardzo duża liczba małych plików. Być może serwer bazy danych był źle skonfigurowany na inne typy przyjmowania danych i nie wytrzymał tak dużej liczby przesyłań. W nocy mieliśmy kilkadziesiąt minut przestoju. Ale to nie spowodowało istotnego spowolnienia pracy. Wyniki można było wysyłać - tłumaczył przedstawiciel Krajowego Biura Wyborczego.

Media już od kilku dni donosiły o problemach z systemem informatycznych PKW, w tym o kontroli, jaką wszczęła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, by sprawdzić, czy w PKW nie dochodzi do sabotażu.

Konferencja żali i płaczów

Na piątkowej konferencji szefowie PKW tłumaczyli, że problemy z systemem informatycznym to nie nie ich wina, że wcale nie mają za mało informatyków, a ustawa o zamówieniach publicznych nie pozwala na sprawne stworzenie odpowiedniego systemu do obsługi wyborów. - My się nie skarżymy. My tylko informujemy, że obecny stan zarówno prawny jak i faktyczny może w końcu kiedyś uniemożliwić naprawdę przeprowadzenie porządnie dobrych wyborów. Walczymy o to na forum Sejmu i rządu. Pracownicy Krajowego Biura Wyborczego pracują po kilkadziesiąt godzin w ciągu dnia... 24 godziny w ciągu dnia minimum. To samo dotyczy informatyków, a nie otrzymujemy należnych nam środków. Nie możemy się doprosić zwiększenia etatów, które mogłyby być przeznaczone na zwiększenie obsługi prawnej i informatycznej. Dzisiaj się nie da pracować grupą 5 osób informatyków w centrali – mówił Kazimierz Czaplicki. CZYTAJ WIĘCEJ O KONFERENCJI PKW >>>

Opowiadano, jak to poproszono ABW i Urząd Zamówień Publicznych o zgodę na wyłączenie przetargów na informatyzację wyborów spod obostrzeń ustawy jako systemów krytycznych dla funkcjonowania państwa. Jak ABW na to przystała, ale opinia UZP nie była jednoznaczna. Jak skargi i pytania oferentów w przetargach do Krajowej Izby Odwoławczej opóźniają przetargi, i jak PKW brakuje informatyków do obsługi systemów. Postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście PKW jest aż tak gnębiona przez prawo i firmy informatyczne.

PKW, czyli Przetarg Koncertowo Wybrakowany

Reklama

Z danych KIO wynika, że od 2012 roku do tej Izby trafiło ledwie pięć spraw związanych z przetargami ogłaszanymi przez Krajowe Biuro Wyborcze, z czego tylko dwa dotyczyły przetargów informatycznych. Jedna sprawa właśnie jest w toku, a jedna dotyczy zamówienia sprzed roku.

Postanowiliśmy więc dokładnie przejrzeć przetargi z ostatnich lat na systemy informatyczne obsługujące głosowanie. Niestety z dokumentów wyłania się raczej smutny obraz: urzędnicy KBW nie potrafią sprecyzować zamówienia tak, by dało się zadanie wykonać i to w terminie.

Do 2013 roku za każdym razem, gdy zbliżały się wybory, PKW ogłaszała przetargi na administrowanie infrastrukturą teleinformatyczną w wyborach, czyli na bieżące prace tak, by głosy można było zliczać i raportować drogą elektroniczną. Pod koniec listopada 2013 roku (czyli niecały rok przed obecnymi, dużymi wyborami) ogłoszono jednak zamówienie na "Platformę Wyborczą 2.0 (PW2) wraz z administrowaniem, utrzymaniem, rozbudową i modyfikacją systemu", czyli duży system, który miał pomagać w kompleksowej administracji wszystkimi wyborami.

Na czym dokładnie miało polegać jego działanie? Nie wiadomo, bo ze strony PKW usunięto SIWZ, czyli Specyfikacje Istotnych Warunków Zamówienia do tego przetargu. A usunęło go samo PKW.

Tuż po ogłoszeniu przetargu, który mógł być niezłym kąskiem dla informatycznych firm (skończyły się już przetargi na systemy w administracji z aktualnego budżetowania unijnego, a następne zaczną się dopiero w 2015 roku), do konkursu zgłosiły się jednak tylko dwa podmioty: spółka Enigma i Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych.

Szybko jednak Enigma poskarżyła się do Krajowej Izby Odwoławczej przy Urzędzie Zmówień Publicznych na nierealne i łamiące prawo warunki w zamówieniu. Wskazywano złamanie aż 11 artykułów ustawy o zamówieniach publicznych - począwszy od tego, że co innego znajdowało się w Biuletynie Zmówień Publicznych, a co innego w zamówieniu na stronie PKW, przez zastosowanie bez uzasadnienia przyspieszonego trybu przetargu, aż po to, że PKW nie chciała przekazać pełnych wymagań co do systemu. Tłumaczyła to tym, że pozostałe części specyfikacji będą dostępne na etapie składania ofert. Do tego odwołania przyłączyło się także PWPW, a KIO przyznało im rację i nakazało zmianę SIWZ.

- Te warunki przetargowe wyglądają trochę tak, jakby ktoś próbował zamówienie ustawić pod konkretną firmę, ale zrobił to strasznie nieudolnie - ironicznie stwierdza ekspert od zamówień publicznych pracujący dla jednego z ministerstw, który rok temu czytał ten dokument.

- Tak źle przygotowanego SIWZ nie wiedziano u nas od dawna. Pojawiły się nawet głosy, że to sklejak z rożnych starych dokumentów. W efekcie wymagania były sformułowane w całkowicie niemożliwy do zrealizowania sposób - dodaje pracownik jednej firm, która początkowo interesowała się kontraktem.

PKW rozpisuje po raz drugi

PKW jednak uznało, że ta zmiana pociąga za sobą konieczność ogłoszenia nowego przetargu. To zaś skutkowałoby przesunięciem daty składania ofert na około 15 marca 2014 roku, a to oznaczało by, że ewentualny wygrany nie zdążyłby zrealizować nawet pierwszych części systemu w wymaganym terminie, czyli do wyborów do Parlamentu Europejskiego. Choć głosowanie przeprowadzane było w maju, rejestracje komitetów i kandydatów kończyły się już w kwietniu.

PKW, by jakoś sytuację ratować, w lutym ogłosiło dwa małe przetargi na Zaprojektowanie i wykonanie witryn internetowych wyników głosowania i wyników wyborów wraz z prowadzeniem i administrowaniem oraz na Zaprojektowanie, wykonanie i rozbudowę modułów wyborów do Parlamentu Europejskiego, wraz z administrowaniem i utrzymaniem. Pierwszy za 209 tys wygrała łódzka spółka Nabino, drugi za 493 tysiące także łódzkie Pixel Technology, które odpowiadało za informatyczna obsługę wyborów przez ostatnie 10 lat.

W międzyczasie, jak się dowiedzieliśmy, PKW wciąż próbowało zamówić duży informatyczny system i sondowało potencjalnych wykonawców. Nikt jednak nie chciał się podjąć tego zadania, szczególnie, że Platforma Wyborcza 2.0 miałaby działać już w obecnych wyborach samorządowych, a taki termin był po prostu nierealny.

Skoro chętnych nie było, a zbliżały się kolejne wybory, to KBW ogłaszało kolejne cząstkowe przetargi. Ten lipcowy - na Zaprojektowanie i wykonanie modułów do wyborów uzupełniających do Senatu RP wraz z administrowaniem i utrzymaniem - wygrało Nabino za 120 tyś zł, a miesiąc później (czyli ledwie na kwartał przed samymi wyborami!) na Zaprojektowanie i wykonanie modułów do wyborów samorządowych 2014 r. wraz z administrowaniem i utrzymaniem, który to kontrakt ponownie zdobyło łódzkie Nabino (nie było więcej chętnych) za 429 tysięcy złotych.

Łódzka spółka zaś, jak widać było zarówno po wyborach do Europarlamentu jak i uzupełniających do Senatu, nie dawała rady z obsługą systemu. - W trzy miesiące nie da się zbudować solidnego systemu informatycznego. To po prostu nierealne - kwituje jeden z ekspertów do informatyzacji. Mimo to PKW nie przewidziała szkoleń dla gminnych informatyków z obsługi tej aplikacji. Już na początku października zgłaszali oni błędy w systemie. Miały one polegać m.in. na tym, że źle drukuje on informacje np. o lustracji, że liczenie trzeba sprawdzać "ręcznie".

Pytanie odnośnie przeprowadzanych przetargów zadaliśmy również PKW. Czekamy na jej stanowisko.