Premier odniósł się w ten sposób do słów Kaczyńskiego z piątkowej konferencji prasowej. Prezes PiS domagał się od szefa rządu obniżenia akcyzy na paliwa. Zaproponował również roczne wakacje kredytowe dla osób zadłużonych we frankach szwajcarskich.

Reklama

"Podpowiadać dzisiaj polskiemu rządowi, by rozdawał pieniądze, aby obniżał przychody do budżetu, to jest naprawdę zabawa benzyną, tylko piroman chce gasić pożar benzyną. Tego typu propozycje to propozycje politycznego piromana" - powiedział na konferencji prasowej Tusk.

"Oczekiwałbym od lidera opozycji w tak skomplikowanym czasie, od lidera partii, która ubiega się o władzę, odpowiedzialnych i przemyślanych propozycji, a szczerze powiedziawszy miałem wrażenie, że to, co mówił dzisiaj prezes Kaczyński, bardziej pasowałoby do pchły szachrajki, a nie do poważnego polityka" - oświadczył szef rządu.

Tusk mówił, że gdy słyszy Jarosława Kaczyńskiego, "czy innych polityków, którzy w takiej gorączce podpowiadają złe rady (...), to chce powiedzieć, że w interesie Polaków - i tak go definiujemy - jest utrzymać Polskę w kondycji państwa stabilnego po to, by ludzie w Polsce mogli żyć względnie bezpiecznie w czasie, kiedy wokół nas te ryzyka są dużo, dużo większe".

Dlatego - jak zapowiedział - rząd będzie podejmował wyłącznie takie decyzje, które wzmocnią poczucie bezpieczeństwa szczególnie tych ludzi, "których życie zależy od tego, czy państwo wypłaca pieniądze, czy nie wypłaca pieniędzy".

Tusk oświadczył, że obecnie rząd powinien wszystko podporządkować stabilności finansowej. "Ponieważ jeśli Polska miałaby się w najbliższym czasie okazać niepewnym partnerem, to może to oznaczać bardzo drastyczne skutki dla budżetu państwa, ale także dla tych ludzi, którzy na płatności, za które odpowiada państwo, co miesiąc czekają" - ocenił.

Reklama

"Nie zmienimy tego postępowania" - zapowiedział premier. Jak mówił, dotyczy to na przykład "gorącej dyskusji na temat akcyzy". "Analizowaliśmy, nie tylko dzisiaj, problem akcyzy, otrzymałem także relację z konferencji prasowej prezesa Kaczyńskiego, który tej kwestii poświęcił wiele czasu" - zaznaczył.



"Ja wiem, że prezes Kaczyński ma w głowie tylko wybory, ale po wyborach nadal będziemy żyli w Polsce, nadal z tą samą benzyną, z tymi cenami światowymi. Czy jest rzeczą odpowiedzialną zaproponować dzisiaj obniżkę akcyzy (...) po to, aby zafundować wielkie ryzyko Polakom przed okresem świątecznym, przed początkiem zimy (...), kiedy będziemy musieli wrócić z akcyzą do poziomu, z jakiego dzisiaj mielibyśmy zejść?" - pytał Tusk.

Premier podkreślał, że pomysły dotyczące obniżenia akcyzy "nie wymagają jakiejś nadzwyczajnej zdolności intelektualnej". "Gdyby mój wnuk umiałby już mówić, to też wpadłby na pomysł, że lepiej zjechać z akcyzą albo obniżyć podatki, tylko trzeba stosować narzędzia stosowne do sytuacji, nie można się jak dziecko bawić narzędziami, a więc w sytuacji dramatu finansowego, jaki przeżywa świat bezkarnie mówić: zniesiemy dochody i będziemy rozdawać pieniądze" - powiedział Tusk.

Zastrzegł jednak, że rozumie oczekiwania ludzi, którzy chcieliby, aby było taniej.

Premier dodał, że za rządów PiS w styczniu 2007 roku podwyższono o 25 gr akcyzę na benzynę; premierem - jak podkreślił - był wtedy Jarosław Kaczyński. Jak ocenił, nie było wtedy "żadnej realnej potrzeby, by sięgać do kieszeni podatnika".

"Styczeń roku 2007 to znakomita koniunktura w całym świecie, Europie i Polsce" - mówił premier.

Jak mówił, na całym świecie stawia się teraz tylko jedno zadanie rządom - zabezpieczenie finansów państwa tak, aby państwo było wypłacalne. "Jestem przekonany, że nie ma w Europie żadnego poważnego polityka, który by dzisiaj proponował zwiększenie wydatków państwa" - oświadczył Tusk.

Premier był też proszony o komentarz do słów Kaczyńskiego, który podczas konferencji nazwał go: "Donald nic nie mogę Tusk".

"Nie wiem w jakich dziedzinach prezes Kaczyński chciałby się zmierzyć, żeby udowodnić kto co może, czego nie może. Jestem do dyspozycji w każdej dyscyplinie" - odpowiedział premier.