Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowotwór zabijał ministra sprawiedliwości

5 listopada 2009, 10:11
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nowotwór zabijał ministra sprawiedliwości
Inne
Następca Andrzeja Czumy w fotelu ministra sprawiedliwości, to jeden z najmłodszych członków rządu w historii. Ale doświadczeń Krzysztof Kwiatkowski ma za sobą więcej, niż niejeden starzec. Szef resortu walczył z bardzo ciężkim rakiem. Lekarze mówili jego mamie: "Niech go pani pożegna".

"Dopiero od 2007 roku mogę mówić, że jestem zdrowy" - wyznaje w "Gazecie Wyborczej" minister sprawiedliwości. Tekst w "Dużym formacie" jest długi i w dużej części dotyczy działalności politycznej Krzysztofa Kwiatkowskiego w przeszłości i teraz. Spory jednak fragment poświęcony jest jego walce z ciężkim nowotworem.

"Pewnego dnia na brzuchu pojawiła się wypukłość. Coś, jakbym piłkę połknął. Byłem na trzecim roku prawa i akurat jechałem na narty. Po powrocie " - wspomina Kwiatkowski.

Dopiero operacja pokazała, jak poważny był jego stan. "Wzięli mnie na stół, rozcięli i... od razu zaszyli. . Ale mama mi tego nie powtórzyła" - opowiada.

Przyszły minister sprawiedliwości trafił do Centrum Onkologii na Ursynowie. Tam lekarze powiedzieli, że może go uratować chemioterapia, choć jest ryzykowna, bo jego organizm był bardzo wyniszczony przez chorobę.

"Profesor Jerzy Hołowiecki oświadczył, że może mnie jeszcze uratować przeszczep. A w zasadzie autoprzeszczep. (...) Tylko taka terapia niszczy całkowicie nowotwór, ale może zniszczyć też komórki szpiku" - wyjaśnia Krzysztof Kwiatkowski.

Zdecydował się na ten plan. Ale to jeszcze nie był koniec walki z rakiem. "Profesor powiedział, że nie bardzo to wszystko się udało. I że muszę podjąć decyzję, czy robimy drugi przeszczep. " - wspomina obecny minister sprawiedliwości.

"Drugi przeszczep udał się i wiosną 1997 roku wyszedłem ze szpitala już na dobre. Mama mi przywiozła garnitur i od razu poszedłem na konferencję prasową ogłaszającą powstanie Komitetu Młodych AWS. (...) Wtedy nie byłem jeszcze wyleczony. Jeżeli choroba wraca w ciągu 10 lat, wtedy lekarze uznają, że to nawrót choroby. U mnie już się nie pojawił - ale " - opowiada Krzysztof Kwiatkowski w "Dużym formacie".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj