Gazeta opisuje, że w połowie października do redakcji zgłosiła się kobieta średniego wzrostu, około 30-tki, szczupła brunetka. Mówiła, że ma tśmy kompromitujące znanego polityka związanego z Platformą Obywatelską. Żądała za nie 200 tysięcy złotych. Zapewniała, że jest tylko pośrednikiem, a nagrania wykonane telefonem komórkowym należą do kogoś innego.

Razem z telewizją Polsat dziennikarze "Rzeczpospolitej" postanowili podjąć grę i umówili się z kobietą. 26 października, na kilka godzin przed spotkaniem, kobieta podniosła cenę do 400 tysięcy złotych. "Zmiana co do kwoty! 400! Zabezpieczeniem miało być 200 plus na piśmie odbiór przez was nagrania" - wysłała SMS-a o takiej treści.

Na kolejnym spotkaniu kobieta przyznałą, że to ona jest właścicielką nagrań i postanowiła je sprzedać, by zabezpieczyć przyszłość swojej córki. Na taśmach widać senatora Krzysztofa Piesiewicza. "Widać na nich 64-letniego senatora w dwuznacznych sytuacjach. Na jednym z nich Piesiewicz siedzi przy stole, na którym znajduje się biały proszek. Po chwili substancja znika. Asia twierdzi, że była to kokaina. Zapewnia również, że senator zażył narkotyk. Spotkanie odbyło się w domu Piesiewicza w Warszawie, a nagrania noszą datę 4 września 2008 roku" - opisuje "Rzeczpospolita".

Według kobiety oferującej taśmy, Piesiewicz nie wywiązał się z obietnic, dlatego chce sprzedać nagrania, które go kompromitują. "Rzeczpospolita" nie zdecydowała się na kupienie taśm. Jednak podobno znalazł się na nie inny klient. Kontakt z kobietą się urwał.

W środę "Wprost" ujawnił, że w połowie listopada zatrzymano grupę osób, które miały szantażować Krzysztofa Piesiewicza. Jedna z kobiet, na którą Piesiewicz doniósł do prokuratury, przyznała się do szantażowania polityka. W toku śledztwa członkowie grupy oskarżyli senatora o posiadanie kokainy.

Z informacji "Rzeczpospolitej” wynika, że jednym z głównych dowodów mają być właśnie kompromitujące taśmy. Prokuratura chce w tej sprawie postawić zarzuty senatorowi.

"Są one związane ze złamaniem ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii" - mówi gazecie Katarzyna Szeska, rzecznik prokuratora krajowego. Kilka dni temu Krzysztof Piesiewicz zrzekł się immunitetu.

Reklama

_________________________________________________________________________

Oto fragment zapis rozmowy dziennikarzy "Rzeczpospolitej" i Polsatu z kobietą oferującą taśmę z Krzysztofem Piesiewiczem. Spotkanie odbyło się 28 października 2009 roku.

Reporterzy: Co tam jest [na nagraniu]?
Asia: Jest, jak wciąga...

Reporterzy: Kokę?
A: Kokainę, dokładnie.



Reporterzy: Czy twarz nie budzi wątpliwości?
A: Najmniejszych (...) Tam nie ma czegoś takiego, aby się domyślać, czy to on czy nie on.

A: Ja mam jakieś założenie, jaki będzie finał tego, zobaczymy. (...) ja też gdybam... (...) mówię, no dobra, Palikot może to kupić, bo tam zadzwoni, nie wiem, do PO i powie k... no weźcie... (...) zapłacimy za niego, bo k... zrobił z siebie debila”.

A: Był pewien układ. Ja nie wiedziałam, że to zabrnie do tego stopnia. [Jak] Pan Piesiewicz k... już coś robi, to niech się chociaż wywiązuje k... (...) nie jestem jakąś dziwką, która przyszła do niego.