"Jesteś Brajanku, naszym największym skarbem na świecie" - szepczą rodzice. Sylwia Nawrocka i Marcin Różek na całe życie zapamiętają dramatyczne piątkowe wydarzenia. Najpierw po północy pogorszył się stan Aleksa - jednego z bliźniąt syjamskich. Nagły kryzys pokazał, że bracia są ze sobą zrośnięci silniej, niż pierwotnie sądzili lekarze. Drugi z braci, Brajan, reagował silnie na każde pogorszenie się stanu zdrowia braciszka.
Dlatego, kiedy o godz. 10.15 w piątek Aleks zmarł, lekarze stanęli przed poważnym wyzwaniem. Musieli rozdzielić bliźniaki właściwie z marszu, bez wcześniejszych szczegółowych badań. Operacja trwała prawie siedem godzin. Zakończyła się sukcesem, chociaż przez kilka następnych godzin lekarze byli ostrożni. Ale już o godz. 18.30 prof. Andrzej Prokurat uspokoił czekającego przed salą operacyjną ojca bliźniaków.
"Operacja najprawdopodobniej się udała. Stan Brajana jest poważny, ale stabilny. Najbliższe 48 godzin zdecyduje o wszystkim" - zapewnił medyk. Marcin Różek natychmiast zadzwonił do narzeczonej. "Sylwia, chyba się udało!" - mówił wzruszony do słuchawki. Dopiero późnym wieczorem mógł zobaczyć Brajanka. Lekarze pozwolili, by wszedł na moment. Komórką zrobił zdjęcie uratowanemu synkowi, specjalnie wprowadzonemu w stan śpiączki - pisze "Fakt".
"Widziałem go, był taki malutki i biedny... Szepnąłem: <Brajanku, trzymaj się, bądź z nami>" - mówi pan Marcin. Jeszcze przez cały wczorajszy dzień chłopczyk leżał w inkubatorze pod środkachw znieczulających. Czuwający nad nim na okrągło lekarze nie mieli wątpliwości, że stan jego zdrowia choć określany jako ciężki - jest stabilny. "Będzie się poprawiał z godziny na godzinę" - uspokajają medycy.
Po południu wypisano mamę Brajanka ze szpitala, w którym leżała po cesarskim cięciu. Wczoraj razem z mężem odwiedzili swojego synka. Marcin i Sylwia wierzą, że Brajankowi się uda. Kochali obu chłopców, teraz tylko Brajan ma szansę. Rodzice modlą się za zmarłego Aleksa i za to, by jego braciszek dochodził szybko do zdrowia. Wiedzą, że to dopiero początek długiej drogi. Przed nimi niepewność, same znaki zapytania.
"Chciałbym za pośrednictwem <Faktu> bardzo podziękować wszystkim lekarzom, którzy uratowali Brajana. Bardzo podziękować, wręcz na kolanach! Wszystkim lekarzom, pielęgniarkom, które przyczyniły się do tego, że choć jeden z naszych skarbów ocalał". "Jesteście wielcy!" - uważa Marcin Różek.
Czy Brajanek wytrzyma, czy nie odezwą się spóźnione skutki tak poważnej operacji? Czy w przyszłości będzie prawidłowo się rozwijał? Czy będzie wymagał rehabilitacji? - martwi się "Fakt". Nikt teraz nie jest w stanie odpowiedzieć na te pytania. Pozostają obawy i wiara, że ich synkowi się uda. "Bo teraz on jest naszym jedynym skarbem" - mówią rodzice.