KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: Co się naprawdę wydarzyło w Kazimierzu Dolnym?
O. MACIEJ ZIĘBA: Tego nikt nie wie, bo nie wiemy, co się dzieje w sercach i umysłach tych zbuntowanych sióstr. To bardzo trudny i bolesny dzień, również dla innych betanek, które się nie zbuntowały, a które patrzą, jak te siostry w tak dramatyczny sposób opuszczają zakon. Dobrze, że przebiegło to w miarę spokojnie.
To, co się dzieje teraz, jest konsekwencją decyzji sprzed dwóch lat, kiedy Watykan odsunął od zgromadzenia Jadwigę Ligocką, która utrzymywała, że ma objawienia, i mianował nową przełożoną. Czym są prywatne objawienia? To coś złego?
Oczywiście że nie. Takie rzeczy się zdarzają. Co więcej, prywatne objawienia są prawdziwe, wspomnę chociażby o przypadku św. Faustyny, objawieniach w Lourdes czy Fatimie. Ale zanim zostaną za takie uznane, Kościół bardzo wnikliwie je bada i jest w tych sprawach wyjątkowo krytyczny i ostrożny. Bo często zdarza się, że ich źródłem są jakieś manie religijne, urojenia psychiczne. Bywa, że stoi za tym prywatny interes, pycha takiej osoby.
Takie badanie wymaga wielkiej pokory od tych, którzy mają podobne objawienia?
Oczywiście. I to jest właśnie jeden z istotnych mierników prawdziwości objawień. Bo jeśli łamie się ślub posłuszeństwa, a więc ten rdzeń życia zakonnego, który jest przecież bezwarunkowy, to od razu widzimy, że jest tu coś złego, że coś jest nie tak.
W którym momencie w życiu tych sióstr pojawiło się zło, jak je zdefiniować?
W Kościele mówimy o tajemnicy zła, że nie jest ono w pełni wyjaśnialne. Tu pojawiło się zło, jakieś manie, histerie religijne, które powstały niejako w oderwaniu od świata. Nie zapominajmy, że te kobiety były odizolowane, słuchały tylko tego, co mówiła jedna, ważna dla nich osoba.
Historia zna już podobne przypadki. Po powstaniu styczniowym siostra Maria Kozłowska powołała Zgromadzenie Kapłanów Mariawitów. Papież go nie uznał, ale Kościół działa do dziś. Czy i tym razem tak będzie?
To minimalne niebezpieczeństwo, bo bunt w Kazimierzu jest na o wiele mniejszą skalę. Nie sądzę więc, żeby powstał nowy Kościół.
W kontekście sióstr z Kazimierza Dolnego wiele razy padło słowo sekta. Kiedy Kościół uznaje, że jakaś grupa jest sektą?
Jeśli mamy do czynienia ze świadomym zerwaniem z biskupem Rzymu, z papieżem.
Czy brak posłuszeństwa możemy tak potraktować? Czy zbuntowane betanki to sekta?
Nie spieszmy się z osądami. To bardzo delikatna materia. Nie wiemy, na ile siostry były karmione subiektywnymi informacjami, na ile były poddawane presji otoczenia. Być może dopiero teraz dowiedzą się dokładnie, jakie jest stanowisko Stolicy Apostolskiej w ich sprawie, być może dopiero teraz będą mogły podjąć świadomą i dobrowolną decyzję, co dalej.
Dziesięć sióstr, które złożyły śluby wieczyste, zostało wykluczonych ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej. Pozostałe to nowicjuszki. Czy już na zawsze muszą pożegnać się z życiem zakonnym?
Każda sprawa jest indywidualna. One żyły w wirtualnym świecie, pod ogromną presją psychiczną, ale i fizyczną, bo przecież żyły w ograniczonej przestrzeni. Teraz musimy spokojnie poczekać, stworzyć im jak najlepsze warunki powrotu do realnego życia. Złamały ślub posłuszeństwa, a tym samym zerwały więź z zakonem. Jeśli jednak będzie moment przejrzenia, nawrócenia, Kościół zawsze i każdemu otwiera swoje bramy. Każda z tych kobiet musi teraz sama zadecydować o swojej przyszłości.
Betanki złamały ślub posłuszeństwa, a tym samym zerwały więź z zakonem. Jeśli jednak będzie moment przejrzenia, nawrócenia, Kościół zawsze i każdemu otwiera swoje bramy - mówi DZIENNIKOWI o. Maciej Zięba - dominikanin, filozof i teolog
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama
Reklama