Wymianę skrzynek pocztowych reguluje unijne prawo. Z każdego domu wielorodzinnego musi zniknąć stara skrytka, do której miał kluczyk właściciel mieszkania i listonosz. W jej miejsce musi pojawić się tzw. euroskrzynka wyposażona w specjalny otwór, przez który każdy, bez konieczności otwierania, będzie mógł nam wrzucić korespondencję.

Minusy euroskrzynki to niebezpieczeństwo, że zostaniemy zarzuceni ulotkami reklamowymi, i to, że w niektórych nie widać, co jest w środku. Za każdym razem, by sprawdzić, czy mamy listy, musimy więc ją otworzyć lub wkładać do niej rękę.

"Stare skrzynki były lepsze. Założyli te nowe i zaczęły się problemy. Ludziom ginęła korespondencja, bo otwór był za duży. Wystarczyło wsadzić rękę i wyciągnąć list. Naprawili usterkę, ale i tak tamte były bezpieczniejsze" - mówi Ewa Sasin z bloku przy ul. Kosmonautów w Łodzi, gdzie zamontowano już euroskrzynki.

Jednak niewielu administratorów budynków wywiązało się z obowiązku wymiany skrytek. Z szacunkowych danych wynika, że dotychczas udało się zamontować około 2,5 mln euroskrzynek. Na kolejne dwa miliony dopiero rozpisano przetargi. W przypadku czterech milionów skrzynek nie ruszono nawet palcem. Dlaczego?

"Mieliśmy przygotowane wzory, przykładowy cennik. Zaprezentowaliśmy je na spotkaniach wspólnot mieszkaniowych. Żadna na razie nie wyraziła chęci montażu nowych skrzynek" - tłumaczy Anna Rakowska z Widzewskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego w Łodzi.

W podobnym tonie wypowiada się Krzysztof Marcinkiewicz, wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Chemik" w Płocku. "Na razie montujemy euroskrzynki w nowo wybudowanych blokach. Wymianę skrytek rozpoczniemy zapewne dopiero w przyszłym roku. Liczymy, że w terminie wymienimy większość" - przyznaje wiceprezes płockiej spółdzielni, która do wymiany ma kilka tysięcy skrzynek.

Tymczasem prywatni operatorzy pocztowi powoli tracą cierpliwość. "Administratorzy budynków niepotrzebnie zwlekają. Prędzej czy później będą musieli wymienić skrzynki. Jeśli nie zdążą, będziemy występowali do sądów z roszczeniem ze względu na uniemożliwienie nam świadczenia usług" - zapowiada w rozmowie z DZIENNIKIEM Rafał Brzoska, prezes zarządu InPost.

Reklama

Koszt zakupu i montażu jednej skrytki waha się w granicach od trzydziestu do nawet stu złotych. Po nowym roku, gdy spółdzielnie na ostatnią chwilę zaczną wymieniać skrzynki, ich cena może gwałtownie skoczyć. Lokatorom wcale to się nie uśmiecha, bo za wymianę i tak zapłacą oni. Koszty są wliczane np. w fundusz remontowy.

"A ja nie potrzebuję nowej skrzynki. I tak pełno reklam ludzie kładą na wycieraczkach i wieszają na klamkach. Mam małą emeryturę. Jak mam wydać sto złotych, to wolę, żeby listy też listonosz kładł na wycieraczkę" - mówi Zofia Romańska z bloku przy ulicy Niciarnianej w Łodzi.