Mimo niesprzyjającej koniunktury do lobbingu na rzecz Wrocławia włączył się premier Donald Tusk. W piątek do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów trafiły przetłumaczone na kilka języków noty dyplomatyczne adresowane do rządów wszystkich państw zrzeszonych w Międzynarodowym Biurze Wystaw w Paryżu. Wczoraj miały się znaleźć na biurkach premierów kilkudziesięciu krajów.
Pełna mobilizacja panuje także we Wrocławiu. "Wydrukowaliśmy 30 plakatów, połowę w języku angielskim, połowę po francusku, które dzień przed głosowaniem zawisną w paryskim Pałacu Kongresowym. Wszystkie opatrzone są hasłem <Fair play for the future of BIE>" - mówi Marcin Garcarz, rzecznik prezydenta miasta.
Skąd ten apel? "Gwałtownie wzrosła liczba państw członkowskich BIE. W czerwcu było ich 98, teraz jest 120" - przyznaje w rozmowie z DZIENNIKIEM Michał Tabisz, dyrektor Biura Pełnomocnika Rządu ds. Organizacji Expo 2012. "Czerwone lampki ostrzegawcze zapaliły się nam już w lipcu, kiedy do biura wystaw dołączyły trzy nowe kraje. Późniejsza lawina akcesji wygląda na sterowaną operację".
Jak to możliwe? Otóż regulamin BIE zakłada, że jego członkiem może zostać każdy kraj, który po prostu zgłosi swój akces. "Słyszałem z ust wysokich przedstawicieli Międzynarodowego Biura Wystaw, że Koreańczycy ściągają do BIE kraje sobie przychylne" - mówi nam jeden z przedstawicieli rządu. "Wystarczy prześledzić, z których kontynentów pochodzą nowi członkowie: Oceania, Azja, Afryka oraz Ameryka Południowa i Środkowa" - tłumaczy.
Dodaje, że ponad rok temu wszystkie trzy państwa kandydackie, czyli Polska, Korea i Maroko zawarły tzw. gentleman's agreement, że nie będą zapraszać do BIE nowych członków. "Umowa została złamana. Chcemy, by Polska wspólnie z Koreą i Marokiem zaapelowały do nowych państw członkowskich o wstrzymanie się od głosu podczas wyboru organizatora Expo 2012" - mówi jeden z ministerialnych urzędników. "Nie czarujmy się, jeżeli nowe kraje zagłosują, nie wygramy".
Jak dowiedział się DZIENNIK, z Korei dotarł już negatywny sygnał: namawiania nowych państw do wstrzymania się od głosu nie będzie. Skoro naszych wrogów przybywa, na czyją przychylność podczas przyszłotygodniowego (26 listopada) głosowania możemy liczyć? Za Wrocławiem opowiada się około 30 państw: głównie europejskich (m.in. Niemcy), kilka dużych krajów azjatyckich (Chiny i Japonia) i kilka afrykańskich.
Mimo apelu o solidarność w Europie nie zagłosują na nas państwa, które wspólnie z Marokiem zawiązały nieformalną koalicję basenu Morza Śródziemnego: Hiszpania, Francja, Włochy czy Grecja. Polska kandydatura nie przekonała także Portugalii.
Michał Tabisz nie traci jednak nadziei: "Gdyby nowe państwa wstrzymały się od głosu i doszło do drugiej tury głosowania z udziałem Polski, mamy szanse na zwycięstwo (tak dzieje się, jeśli żaden kraj kandydacki nie zdobędzie przy pierwszym podejściu dwóch trzecich głosów - przyp. red.). Nie mamy zamiaru stać i przyglądać się, jak rywale zadają nam cios poniżej pasa" - zapewnia.